Polska



share

W całej tej poronionej dyskusji o stanie wojennym, wszystkim umyka jedno: po obu stronach ówczesnej barykady było bardzo wiele gorących głów, ktorym marzyła się siłowa, fizyczna konfrontacja.

Jedni chcieli wieszać ?komusnistów?, drudzy chcieli wieszać ?wywrotowców?, a kto wie, czy stan wojenny nie był przypadkiem wymierzony przede wszystkim przeciwko partyjnemu betotonowi, który bardzio marzył o wyeliminowaniu aktywu ?solidaruchowego? i niejednego księdza musielibyśmy wyławiać z Wisły i opłakiwać.

W roku 1981 w społeczeństwie polskim zaczęły się pojawiać nastroje rewolucyjne, znaczy: zaczęła postępować polaryzacja: albo jesteś tu, albo tam ? a w konsekwencji pojawiło się widmo sytuacji, w której: albo jesteś z nami i mordujemy tamtych, albo jesteś z tamtymi i mordujesz nas.

I wcale nie przesadzam ? hasło ?zima wasza, wiosna nasza? było echem tych nastrojów.



share

Przez caly pierwszy dzień stanu wojennego moja matka płakała. Momentami histerycznie, co denerwowalo mojego ojca, który cały czas matkę uspakajał, że ?nie bój się, nikt po nas nie przyjdzie?.

Stan wojenny w moim rodzinnym miasteczku przebiegł jakoś tak, można powiedzieć spokojnie. Nikogo nie internowano, a jedyną ?siłą militarną? był żolnierz pilnujący budynku miejskiego komitetu partyjnego, w którym był też urząd miejsko-gminny.

Moi rodzice byli w ?Solidarnosci?, tak jak i ich znajomi i krewni, ale nachodziły mnie wtedy takie natrętne myśli, że jak tak na nich patrzę, to widzę, iż wszyscy oni stan wojenny przyjęli z jakąs dziwną ulgą.

O Jaruzelskim, stanie wojennym, ruskach, itd. mowiło się w miasteczku mało, a najważniejszymi tematami były kartki i układy: ja tobie na masło, a ty mnie na papierosy.

I tak jak przed stanem wojennym, tak i w stanie wojennym, wszyscy chodzili do roboty i narzekali na biedę.



share

Będzie jak w temacie, wielka pochwała dla mojego własnego kraju, która zdarza mi się rzadko. Ja wiem, że temat brzmi niezbyt po polsku, raczej po amerykańsku, ta plastikowa pompa, tłocząca sztuczne łzy ronione nad "Amerika iz łonderful, łi laf ałer kantry", co demonstrujemy nosząc gacie w kolorze flagi narodowej. Ja flagowych gaci nie noszę, nie krzyczę, że mój kraj to ojczyzna demokracji szlacheckiej, złotówki i pajdy ze smalcem, nie mam też jednak kompleksów i choć wiele razy psioczyłem na Polskę, to dziś pochwalę, ot tak, za całokształt.

Strony