Polska



share

Rozczaruję na samym początku wielu i napisze, że źródła żenady nie należy szukać w tym, czym podnieca się większość. Nie chodzi o to, że Arndt Freytag von Loringhoven jest synem Wehrmachtu, ściślej synem jednego z adiutantów w bunkrze Hitlera. Problem nie tkwi również w tym, że to były wiceszef niemieckich służb specjalnych BND. Jeśli chodzi o pierwszy wątek z życiorysu, sprawa jest trywialna, zwyczajnie nie znajdziemy Niemca, w tym wieku, którego krewni nie byliby zaangażowani w niemieckie ludobójstwo. Owszem można się czepiać, że akurat ten Niemiec miał wysoko postawionego ojca ludobójcę, ale takich też w niemieckiej polityce jest na pęczki i Polska nie została tu specjalnie „wyróżniona”.



share

Rokrocznie pojawiają się ożywione dyskusje na temat „tamtych przypadków” i każdy opowiada swoją historię, przy czym najbardziej zafałszowane wersje i sprzedajnych „bohaterów” utrwalono w tak zwanej świadomości społecznej. Wystarczy wspomnieć dwie fałszywe opowiastki, o Wałęsie skaczącym przez płot Stoczni im. Lenina i o Krzywonos, która zatrzymała tramwaj i tym miała zainicjować strajk w komunikacji miejskiej, aby z gorzkim uśmiechem i niesmakiem dać sobie spokój z dalszymi wspominkami. A przecież to dopiero początek i to bardzo skromny, do całego teatru i fałszu, jaki nam przez lata sprzedawano w formie „polskiego fenomenu wolności”.



share

Po trzech tygodniach „niepokorni” i politycy PiS zauważyli z kogo się składa i czym jest białoruska „opozycja”. Mogę sobie, jak w wojsku, odciąć kolejny centymetr z metra krawieckiego i wrzucić do zupy, ale nie pamiętam już jaką długość skonsumowałem w kategorii: „a nie mówiłem”. Pierwszego dnia po wszczęciu rewolucji na Białorusi, chociaż bardziej pasuje tu znane określenie „ciamajdan”, napisałem w jaki sposób Polska powinna się zachować. Rzecz sprowadzała się do dystansu, nie mieszać się w kabaret putinowski i nie występować w roli pożytecznego idioty. Reakcja po stronie „niepokornych” i polityków PiS była przewidywalna – ruski agent, wpisuje się w narrację Kremla.

Strony