Polacy



share

Przez dziesięć lat wspierałem działania i przede wszystkim główne założenia programowe PiS, a i tak byłem nazywany neofitą i agentem wpływu i to przez „najprawszych” wyborców PiS. Nie lepiej to wyglądało w wykonaniu samych polityków PiS, Lichockiej, Brudzińskiego i paru innych, którzy mieli o mnie bardzo podobne zdanie, ale to nie stanowiło żadnego problemu. Kompletnie nieistotne, w kontekście poważnej polityki, jest to, co i kto myśli o Wielguckim. Przez 10 lat PiS był jedyną partią, która w 90% spełniała moje oczekiwania i wizję Polski suwerennej, odważnej, walczącej o swoje i bardziej sprawiedliwie dystrybuującej wspólny dorobek. Dlatego szliśmy razem!



share

Uczciwie przyznaję, że to nie jest dla mnie łatwy temat, bo w polityce siedzę po uszy i wielu zapisuje mnie do bojówek. Wznoszę się jednak na wyżyny dystansu, aby zwrócić uwagę na coś, co niby jest oczywiste, ale zawsze pomijane lub lekceważone. W Biskupinie leje, chandra i brak weny dopadły większość mieszkańców wsi, a jednemu dodatkowo padła taśma od klawiatury w laptopie. Człowiek wstał i najchętniej kogoś by udusił, tak na dobry początek, takie nastroje panują w Biskupinie. Pisać się nie chce zwłaszcza, że na zastępczej klawiaturze palce się plączą, niestety od obowiązku się nie ucieknie, zresztą bywało gorzej, no to siadam do roboty i się pocę przed pustym ekranem, jak nigdy.



share

Teraz tak jest, ale nie zawsze tak było. Celebryci wszelkiej maści mieli olbrzymi wpływ na życie polityczne w Polsce i wcale nie dotyczy to ostatnich lat, ale czasów niemal zamierzchłych. Po 1989 roku rola celebrytów była największa i wystarczy sobie przejrzeć stare gazety, aby zrozumieć, że to nie XXI wiek urodził potworka zwanego celebrytą. Niemal do wszystkich kampanii politycznych zostali zaprzęgnięci „znani i lubiani” szczególnie było to widać w kampanii prezydenckiej, gdzie Wałęsa miał się zmierzyć z Mazowieckim, a tak naprawdę, ku zaskoczeniu celebrytów właśnie, bił się z podrzuconym przez KGB peruwiańskim Stanem Tymińskim.

Strony