Polacy



share

Od razu się do czegoś przyznam, zostały ostatnie dwa tygodnie do wyborów i szybciej odciąłbym sobie rękę, nogę i jęzor, niż napisał jedno słowo, które mogłoby pomóc „opozycji”. Z pełną premedytacją i być może cynizmem zastawiam obiektywizm w tyle, ponieważ zwycięstwo w wyborach jest celem najważniejszym i świętym. Dlatego w normalnych, a właściwie nienormalnych okolicznościach, jakie mieliśmy jeszcze parę lat temu, robiłbym wszystko, aby o sprawie Banasia zapomnieć, ewentualnie zainteresować opinię publiczną innymi sprawami.



share

Prócz "sondażu" zamówionego przez TVN pod potrzeby TVN, wszystkie pozostałe pokazują, że PiS nie traci poparcia, w przeciwieństwie do POKO. I znów zdziwienie, chociaż mądrzy ludzie pisali, jak to się skończy. Trafna diagnoza polityczna wymaga od diagnosty odporności psychicznej i to cała tajemnica niekończącej się serii błędów, jakie popełniają podatni na presję. Od kilku lat widzę tę samą sekwencję zdarzeń i opinii. Pojawia się jakaś „wielka afera”, odpowiednie ośrodki propagandowe zaczynają wytaczać działa i oddają pierwsze salwy. Potem do akcji wkraczają bataliony propagandowe, w mediach i Internecie pojawiają się wszelkiej maści eksperci, autorytety i w końcu zwykłe trolle od Brejzy. Przede wszystkim powstaje presja, dopiero później narracja, która zawsze, ale to zawsze jest całkowicie oderwana od rzeczywistości.



share

W studiach poważnych telewizji i w innych poważnych mediach panuje taki rytuał, że zaprasza się profesora „Autoryteta”, a ten tłumaczy: „co myśli sobie przeciętny Polak”. Odpowiedź „Autoryteta” jest zawsze taka sama, on nigdy nie mówi co myślą przeciętni Polacy, bo po prostu nie ma o tym zielonego pojęcia i żadnego kontaktu z przeciętnymi Polakami. On zawsze zaklina rzeczywistość i mówi językiem „warszawki”, czyli wąskiej grupy żyjącej pod kloszem własnego „geniuszu” i „wyższości intelektualnej”.

Strony