podziemie



share

W szabas miałem zamiar zrobić sobie i Czytelnikom małe podsumowanie skaczące po kilku tematach, ale nie będę świętował i skupię się na najważniejszym. Po pierwsze szpiedzy głupcze! Z premedytacją parafrazuję hasło wyborcze Clintona, które zresztą sparafrazowano milion razy, żeby znów się porwać na cel ledwie widoczny. Mydlenie oczu publice, wciskanie do głów błogosławionych paradygmatów, o których słyszymy od narodzin po zgon, ma jedno zadanie – utrzymać Matrix. Wydarzenia kończącego się tygodnia przy namiastce suwerennych mediów, przy śladowej uczciwości intelektualnej „elit” powinny doprowadzić do rewolucji w tak zwanej świadomości zbiorowej, jeśli nie do rewolucji w ogóle. Przekaz „oszołomów” został podany na tacy, w oficjalnej wersji, i cóż się takiego stało? Zupełnie nic, publika przełączyła kanał gdzie leci „M jak miłość”.



share

Poprzez środki masowego przekazu dotarłem do jakiegoś donosu Michnika, który miał popełnić w niemieckiej gazecie, co samo w sobie dziwnym nie jest. Tak samo dziwne nie jest, że żydowski komunista z dziada pradziada uprawia swoją internacjonalistyczną demagogię, mnie to już ani nie rusza, ani nie skłania do odnalezienia źródła, nim się na temat donosu wypowiem. Jest jednak coś, co mnie dziwi i cieszy jednocześnie, mianowicie tak się tragikomicznie składa, że Michnik we własnej gazecie najwyraźniej wymienia kostki zapachowe w kiblu, bo ciężko o jakikolwiek inny ślad jego obecności. Normalnie sprawy wyglądają tak, że „legenda” dziennikarstwa, współwłaściciel i chyba ciągle naczelny albo jakaś inna szara eminencja redakcji, bryluje na pierwszych stronach. Michnika nie widać, nie słychać i tym sposobem nie czuć w GW w ogóle. Od wielkiego dzwonu coś tam się pojawia, ale to zwykle jest artykulik mdły, przeżuty dokumentnie przez tę samą frazeologię.



share

Aneks

Zacznę od Aneksu. To nie oryginalność, tylko wymóg chwili i mam nadzieję dłuższa perspektywa. A jednak znalazła się jedna jedyna grupa opozycyjna, której coś się chce i przygotowała przyzwoitą krytykę rządów ostanich trzech lat i opozycji dającej rządowi parasol od wszystkiego. Stowarzyszenie „Polska jest najważniejsza”, podjęło tę próbę, moim zadnim udaną i ja w tej sytuacji, nawet nie mam ochoty się pognębiać, że nazwa taka sobie, że nalane twarze Bielana i Kamińskiego wypełniły, na szczęście drugi plan. Są JEDNYMI, którym się chciało i moim zdaniem jako wyborcy jest sprawdzanie jak długo będzie się im chcieć. Dopóki będzie się im chcieć, nadal będą dla mnie jedynymi godnymi mojej uwagi. Strat jest niezły, krytykował nie będę, ponieważ po raz pierwszy na bezrybiu widzę ikrę.

Treść pierwotna