po wyborach



share

Odchodzi stary król, witamy nowego króla! Tak od ponad 200 lat, z krótką przerwą na wojnę secesyjną, wygląda transfer władzy w USA. Po lewej stronie szok i rozpacz, totalne zaskoczenie, morze łez, demonstracje i niezgoda. Po prawej stronie również zaskoczenie, łzy radości i wreszcie nadzieja na spełnienie postulatów zdroworozsądkowej normalności. Jeszcze na kilka godzin przed zwycięstwem Donalda J. Trumpa wydawać by się mogło, że obóz Hillary Clinton miał wygraną w kieszeni, ale jednak nie udało się ograć i ogolić z marzeń faceta z pomarańczową czupryną.



share

Dzisiaj wieczorem, z godziną przesuniętą o godzinę nie mam sumienia męczyć nikogo i sobie dam odpocząć. Będzie krótko i na temat. Nic się nie udało i samo nie zrobiło, po prostu, co za dużo to i świnia nie zeżre. Wprawdzie nie widać było dna gara, bo promocyjne „schabowe” nafaszerowane chemią Lidla, chodziły po parę złotych, ale jaki Polak z krwi i kości mógł to dłużej wytrzymać? Przelało się od tego dobrobytu, ośmiorniczki po 500, wino po 1200. Media zaczynały się i kończyły „Dziennikiem”, niby bez mundurów, ale to tylko forma, bo treść była ta sama. Hydra sama sobie poderżnęła gardła, żeby było śmieszniej na „imigrantach” zarobili „naziści”. Nastrój społeczny jest bezlitosny, gdy wzbiera fala to i Kapitan Hak nie poradzi. Nie da się wbić ludziom do głowy, że jest fajnie, kiedy jest prawie do dupy albo bardzo blisko. Pierwszy raz od niepamiętnych czasów z prawdziwą przyjemnością obejrzałem Fakty TVN i te wszystkie wytrzeszczone oczy na przerażonych gębach.



share

Twierdzenie, że Amerykanie są głęboko rozczarowani prezydentem Barackiem Husseinem Obamą jest niedopowiedzeniem. Co prawda Obama obiecywał odmianę oblicza Ameryki, którego rezultaty już można zaobserwować, jeśli chodzi o zadłużenie kraju, zepsucie stosunków z tradycyjnymi sojusznikami czy obniżenie siły militarnej i prestiżu USA…

Strony