PO



share

Każdy wie jakie to uczucie, gdy się jest pewnym, że coś musi skończyć tak, jak się kończy zawsze. Wystarczy jednak wprowadzić odrobinę niepokoju albo tajemniczości tam, gdzie wszystko było jasne i ludzie zaczynają powątpiewać. Teoretycznie nikt nie postawi złamanego grosza na zwycięstwo Mewy Kunice w starciu z Realem Madryt, ale jeśli miałby naprawdę wyłożyć wszystkie oszczędności na pewniaka, to zdecydowana większość by na takie ryzyko nie poszła. Przyznaję, że sam hazardu nie lubię i nigdy nie mam szczęścia do obstawiania, to się powstrzymałem z pewniakiem PO i teraz wychodzę na asekuracyjnego frajera.



share

Zacznę od archiwum publicystycznych tez, które nie wytrzymały zderzenia z rzeczywistością. Całymi latami słyszeliśmy mantrę, że PiS nie ma kadr, co miało być związane z „ciemnogrodem” i polityką Jarosława Kaczyńskiego sprowadzoną do wycinania, co bardziej inteligentnych. Szczególnie ta druga mantra brzmi dziś zabawnie jeśli sobie przypomnimy, że ci „co bardziej inteligentni” to Kazek Marcinkiewicz, Misiek Kamiński, Kluzik-Rostkowska, czy ostatnio Michał Ujazdwoski. Zaklinanie rzeczywistości skończyło się wyborem Andrzeja Dudy na prezydenta, chociaż i tutaj PiS miało nie mieć żadnych szans.



share

Pewnie ktoś się puknie w głowę, ktoś inny machnie ręką na głupi tekst podsumowujący coś, co się na dobre nie zaczęło, ale proszę dać mi szansę, może się obronię. Mamy prawie połowę lipca, a to miesiąc w polityce i mediach dość monotonny. Jeśli ktoś nie wyskoczy z okna albo gdzieś nie wybuchnie gaz, to zewsząd wieje nudą. W takim czasie „opozycja” ruszyła w Polskę i wyjątkowo nie muszę się tłumaczyć dlaczego nie nazywam po imieniu konkretnej formacji politycznej, bo takowej po prostu nie ma. Pierwsze podsumowanie małej kampanii wyborczej pokazuje jak na dłoni, że „opozycja” na trzy miesiące przed wyborami nie wie kim jest.

Strony