PO



share

Z olbrzymim dystansem i rozbawieniem podchodzę do publicystycznych tez, które wieszczą koniec partii albo liderów. Takich końców mieliśmy 1000 i więcej, najbardziej znanym jest „Koniec PiS” autorstwa Kamińskiego i Mrozowskiego, która to ramota powstała bodaj na dwa lata przed podwójnym zwycięstwem PiS w wyborach prezydenckich i parlamentarnych. Wieszczono też inne końce, między PO, gdy powstała „Nowoczesna” i wówczas też należało zachować dystans, bo podobne akcje nigdy dotąd się nie udawały. Przychodzi jednak taki czas, że wajcha odbija w drugą stronę i wtedy nie ma zmiłuj się. POKO co najmniej od wyborów europejskich jest na cenzurowanym, a po porażce w parlamentarnych „salony” straciły cierpliwość.



share

Wczoraj na jednym z portali opublikowałem krótkie i oczywiste zdanie, że PO bez TVN i „Gazety Wyborczej” byłaby politycznym trupem i to od dawna. Tylko wyżej wymienione polskojęzyczne „media”, wspierane przez pomniejsze ośrodki propagandowe, utrzymują tę polityczną kompromitację przy życiu. Postawionej tezy w zasadzie nie trzeba argumentować, wystarczy mieć oczy, uszy i kawałek mózgu, a wszystko samo się wykłada na tacy, jednak dla porządku przywołam chociaż dwa argumenty, przede wszystkim dlatego, że są wyjątkowo zabawne.



share

Komedii dzień drugi, wokół oczywistego faktu, że Tusk ugotował własną partię i jeszcze między wierszami poparł konkurenta z PSL, zaczęły krążyć przezabawne interpretacje. W „Wyborczej” jakiś nieborak powiązał tchórzostwo Tuska z kompletnie nieistotnymi i co więcej niezwiązanymi z Tuskiem wydarzeniami, na przykład śmiercią Adamowicza i kazaniem ojca Wiśniewskiego, co miało być źle zrozumiane i obciążać „prezydenta Europy”. Równie groteskowe są wszystkie wywody z cyklu: „to lepiej, gdy Tusk nie startuje, bo otwierają się nowe możliwości dla PO”. Z reguły piszą te bajki autorzy legendy o „rycerzu na białym koniu”.

Strony