PO



share

Komedii dzień drugi, wokół oczywistego faktu, że Tusk ugotował własną partię i jeszcze między wierszami poparł konkurenta z PSL, zaczęły krążyć przezabawne interpretacje. W „Wyborczej” jakiś nieborak powiązał tchórzostwo Tuska z kompletnie nieistotnymi i co więcej niezwiązanymi z Tuskiem wydarzeniami, na przykład śmiercią Adamowicza i kazaniem ojca Wiśniewskiego, co miało być źle zrozumiane i obciążać „prezydenta Europy”. Równie groteskowe są wszystkie wywody z cyklu: „to lepiej, gdy Tusk nie startuje, bo otwierają się nowe możliwości dla PO”. Z reguły piszą te bajki autorzy legendy o „rycerzu na białym koniu”.



share

Pierwsze reakcje po aresztowaniu Artura W., złodzieja z PO, były standardowe i muszę przyznać, że sam też trochę uciekłem w tę stronę, ale już po jednym dniu widzę coś zupełnie innego i znacznie ważniejszego. Na pierwszy rzut oka mamy w tej sprawie trzy nieprawdopodobne okoliczności, których nie sposób pominąć, o ile chce się mówić i myśleć poważnie. Po pierwsze wręczenie łapówki było co najmniej dziwne i nie chodzi o wrzucanie reklamówki przez szybę, to akurat stary mafijny obyczaj, ale o udział konkretnych osób. Może za dużo widziałem amerykańskich filmów, jednak tak mi się wydaje, że szef gangu nie zajmuje się dostarczanie kasy i to pionkowi, bo chyba nikt nie wierzy, że Artur W. trząsł w Warszawie inwestycjami deweloperskimi.



share

No dobrze, troszkę się pośpieszyłem, przecież to absolutnie świeża, można powiedzieć jeszcze ciepła sprawa. Dziś rano funkcjonariusze CBA zatrzymali burmistrza Włoch Artura W. dosłownie za rękę, gdy próbował ukryć 200 tysięcy złotych w garażu swojej rodziny. Akcja iście filmowa i „bohater” też filmowy, ale bardziej taki z filmów klasy B, czyli drobna gangsterka i złodziejstwo. Tym bardziej dziwi fakt, że wierchuszka PO jeszcze nie zwołała konferencji i nie zaczęła „Szczerze” opowiadać o standardach w polityce oraz samorządzie mafijnym. O ile mój publicystyczny zapał można uznać za nadgorliwość, bo dwie godziny od zatrzymania to rzeczywiście krótki okres, o tyle nie jestem pewien, czy za rok niniejszy felieton nadal nie będzie aktualny.

Strony