PKW



share

Nie wiemy jakie są ostateczne wyniki eurowyborów, jedno jednak możemy powiedzieć z pewnością. Te wybory to kompromitacja Państwowej Komisji Wyborczej i w ogóle systemu głosowania w Polsce.
Spójrzmy na liczby:
liczba wszystkich obwodów wyborczych:27 664
Liczba wydanych i wysłanych pakietów: 6 364 538 (dane z 91% obwodów)
Wynika z tego, że średnio na jedną komisję przypadało 200-300 kart do głosowania. Zapewne były takie komisje gdzie kart było nawet z 600, ale i takie gdzie było 50. 
Komisja wyborcza liczy ok.6 członków. Wypada więc, że jeden członek komisji przeliczał średnio ok. 30-50 kart. Ile mogło potrwać takie przeliczenie? Pół godziny? Godzinę? Może dwie? Kolejne od 0,5-1h na napisanie i przesłanie protokołu. Następnie system informatyczny błyskawicznie zlicza głosy.



share

Nie wchodząc w algorytm ruskich serwerów, który przedziwnie liczy głosy, bo nie pamiętam aby kiedykolwiek nastąpił zjazd punktów na poziomie 7% przy kolejnych cząstkowych wynikach, trzeba stwierdzić, że ruskie serwery są najwolniejsze. Po PRL-u krążył taki dowcip. Dlaczego ruskie zegarki są najlepsze? Bo są najszybsze! W PRL II powinien zacząć krążyć zupełnie inny dowcip dotyczący najwolniejszych serwerów na świecie. W Niemczech, przy 80 milionach mieszkańców i frekwencji 48%, wyniki podano po 6 godzinach. W Polsce kilka milionów głosów leśne dziadki z PKW liczą prawie dobę. Trudno w takich warunkach nie zostać oszołomem, nie wierzę za grosz stetryczałej instytucji, ale nie będę się tym razem wyrywał z komentarzem, poczekam na wynik. W oczekiwaniu na efekt końcowy, który wyrzuci ruski algorytm postanowiłem napisać parę słów o ruskim generale.



share

Proszę się nie obwiać i nie bulwersować, nie zamierzam poszukiwać samotności, tam gdzie czuję się jednym z wielu. Co do wygłupów leśnych dziadków z PKW sprawa jest jasna i tylko głupi, bo nawet nie oryginalny, będzie uznawał za normalne ich odrealnienie. Taki są efekty szkolenia w Moskwie. Wszyscy narzekają na przejawy głupoty, ale chyba nikt nie zauważył eskalacji. Nigdy dotąd nie było mowy o zakazie „lajkowania”, co więcej przypominam sobie opinie z poprzednich lat, że cisza wyborcza nie obowiązuje na prywatnych blogach, tylko jest wymogiem dla podmiotów posiadających rangę organu prasowego. Od wczoraj obserwujemy niby delikatne kozaczenie, ale mimo wszystko takie z zachowaniem ostrożności procesowej i podparte dowcipem. Nie tak się sprzeciwia głupocie i żeby tylko głupocie. Warto otworzyć przyłbicę i powiedzieć cmoknijcie mnie gdzieś dziadki zastygłe w PRL.

Strony