PiS



share

Przez dziesięć lat wspierałem działania i przede wszystkim główne założenia programowe PiS, a i tak byłem nazywany neofitą i agentem wpływu i to przez „najprawszych” wyborców PiS. Nie lepiej to wyglądało w wykonaniu samych polityków PiS, Lichockiej, Brudzińskiego i paru innych, którzy mieli o mnie bardzo podobne zdanie, ale to nie stanowiło żadnego problemu. Kompletnie nieistotne, w kontekście poważnej polityki, jest to, co i kto myśli o Wielguckim. Przez 10 lat PiS był jedyną partią, która w 90% spełniała moje oczekiwania i wizję Polski suwerennej, odważnej, walczącej o swoje i bardziej sprawiedliwie dystrybuującej wspólny dorobek. Dlatego szliśmy razem!



share

Stan politycznej gry, „na dzień dzisiejszy”, jakby powiedział poseł PSL, jest taki, że z 43% poparcia dla PiS zostało może 29%. Co to oznacza nikomu nie trzeba tłumaczyć, PiS traci władzę, bo nawet jeśli wygra wybory, co akurat jest prawdopodobne, większości sejmowej nie uzyska. Gdzie się podziało 14% wyborców? Tutaj odpowiedzi zawsze są standardowe, a to, że elektorat środka odszedł, a to, że za mało na prawo i tak dalej i tak po grób. Dla mnie pytanie o konkretny elektorat nie ma większego sensu, chociaż cały czas powtarzam, że emocje w polityce to podstawa i psychologia ma kolosalne znaczenie. Problem polega jednak na tym, że mówimy o socjologii, ponieważ pojedynczym wyborcą żaden polityk się nie zajmuje i to się wiąże z właściwym doborem narzędzi badawczych. Nie kto odszedł z grona wyborców PiS, ale dlaczego odszedł, to pytanie kluczowe.



share

Przez lata działało, nawet gdy Kaczyński nic nie mówił, to złowrogo milczał, ale to się skończyło. Wczoraj w sejmie mieliśmy dwa występy posłów bez maseczek, jednym był Grzegorz Braun, wykluczony z obrad przez błaznującego wicemarszałka Czarzastego, drugim Jarosław Kaczyński, nie wykluczony i nie upomniany. Tylko to zestawienie pokazuje, że siła publicznych występów prezesa PiS nie ma nic wspólnego z dawną potęgą, a to dopiero początek opowieści. Szef PiS i wicepremier do spraw bezpieczeństwa grzmiał z trybuny sejmowej, że opozycja ma krew na rękach i wielu z opozycji będzie siedzieć. Coś takiego, jeszcze rok temu byłoby nie schodzącym tematem dnia przez wiele tygodni. Nagłówki grzmiące o upadku demokracji, jawnej dyktaturze, łamaniu konstytucji i tak dalej, wypełniałby wszystkie media lewicowo-liberalne.

Strony