PiS



share

Hipokryzji nie lubię, to i nie będę udawał, że w świąteczny czas chętnie odpoczywam od polityki. Tak nie jest i mam pewność, że w tysiącach, jeśli nie w milionach polskich domów mówi się o tym, co się w Polsce dzieje, a to przecież nierozerwalnie łączy się z polityką. Zresztą stygmatyzowanie i cenzurowanie polityki, jako tematu niegodnego rozmów przy świątecznym stole, uważam za mało rozsądne i w gruncie rzeczy szkodliwe. Co nie znaczy, że istnieje patriotyczny obowiązek roztrząsania kwestii najwyższych, nie, jeśli rodzina takiej potrzeby rzeczywiście nie czuje, to ma święte prawo odpocząć. Mnie się chce pisać o polityce, przed czym lojalnie uprzedzam, a chętnych zapraszam do lektury.



share

Bogu dziękować nie jestem politykiem i nigdy nie będę, między innymi dlatego, że nie potrafię kłamać, co w polityce jest nieodzowne i w najlepszym razie nazywa się dyplomacją. Nie jestem też dziennikarzem, w znaczeniu formalnym, nie mam legitymacji, nie należę do żadnych stowarzyszeń, jedyna „skaza” to publikowanie autorskich felietonów do kilku tytułów, gdzie nigdy nie zmieniono mi nawet przecinka. Skoro już poleciałem z laudacją „mojej osoby”, to dokończę dzieło. Śmiem twierdzić, że ze statusem wariata i „hejtera” dotykam tych tematów i obszarów, o których większość boi się myśleć, no i między innymi takim obszarem są polityczne nominacje, absolutny temat tabu, pomimo całej oczywistości. Ściślej chodzi o polityczne nominacje do „niezależnych” sądów.



share

Trzymam się postanowienia i nie zajmuję się sprawą Banasia, w dosłownym znaczeniu, ale powstał bardzo ciekawy i znamienny kontekst, który dał inspirację do napisania kilku zdań o szerszym zjawisku. Mamy problem, pozornie problem należy przypisać PiS, tyle tylko, że PiS wyraził jasne stanowisko i chce dymisji Banasia lub zmiany ustawy umożliwiającej usunięcie go z urzędu szefa NIK. Jasny, czytelny i w pełni rozumiały komunikat społeczny. A co się dzieje po drugiej stronie, czyli w szeregach najgłupszej na świecie opozycji uzupełnionej o „Lewicę” PSL-Kukiz i „Konfederację”. Jak zwykle groteska się dzieje i to taka, że w felietonie całości opisać się nie da.

Strony