Piotr Wielgucki



share

Domyślam się, że większość Czytelników czuje się rozczarowana, bo temat obowiązujący jest jeden, a tutaj taka nuda i prywata. Proszę wybaczyć, o planowanym zamachu Putina na TU 154M, który ma się nijak do bandytyzmu pijanych kagiebistów, którzy zamordowali pasażerów MH17, nie widząc do czego strzelają, będzie jutro. Dziś zapraszam na spotkanie i od razu powiem, że to nie będzie spotkanie autorskie w takim klasycznym wydaniu, czyli jeden mądrala gada, reszta słucha i powstrzymuje ziewanie. Pewien obowiązkowy rytuał się odbędzie, ale nie powinien zająć więcej niż pół godziny, na co się złoży słowo od Wydawcy i moje krótkie wyjaśnienie „co autor miał na myśli i dlaczego udało mu się wydać powieść”. Tyle oficjalnych planów, reszta to już tylko i wyłącznie spontaniczna rozmowa i podkreślam ROZMOWĘ, czego w żadnym wypadku nie należy mylić z konferencją albo innym panelem telewizyjnym.



share

Zacznę bardzo poważanie, chociaż dla wielu właśnie ten wstęp i deklaracja powagi wydadzą się śmieszne. Do wczoraj nosiłem w sobie brzemię nie odkupionej głupoty sprzed lat. Życzliwi ludzie czasami przysyłają mi na prywatna pocztę albo zostawiają w komentarzach sympatyczne poirytowanie: „Kurak daj spokój z tym przepraszaniem za przeszłość, odrobiłeś z nawiązką, nie nudź”. Podobne komplementy mają swoją siłę, ale każdy kto ma jakiś wrzód na sumieniu doskonale wie, że prawdziwą ulgę przynosi przecięcie, nie wyciskanie. Od dwóch dni chodzę z czystym sumieniem, ulżyło mi po zabiegu z pełnym znieczuleniem, który wykonała Gazeta Wyborcza. Nie pierwszy raz jestem opinany w kaftan przez sanitariuszy ze szpitala na Czerskiej, ale w końcu jakiś praktykant sięgnął po skalpel i przeciął wrzód jednym zdaniem: „Troll nawrócony na Smoleńsk”.



share

Kolejny raz w fatalnej kondycji fizycznej i emocjonalnej zobaczyliśmy prezesa WOŚP, prezesa Złotego Melona i współmałżonka rodzinnej firmy „Mrówka Cała”. Czuję się winny cierpienia Jerzego Owsiaka, ale też uprzedzałem, że pan prezes po prostu się pomylił i to w kilku kwestiach. Jerzy Owsiak sądził, że jestem studentką albo dorastającym chłopcem, który po samym wezwaniu sądowym z art. 212 przeprosi za żywota. Potem prezes się pomylił i dalej żyje w przekonaniu, że jego magiczna siła przekazu oparta na manipulacji emocjonalnej, często przechodzącej w zgraną socjotechnikę, będzie nieśmiertelna, tymczasem zeschła jak suchar. Wreszcie największym błędem prezesa był bardzo częsty błąd ludzi zadufanych w sobie, otóż prezes potraktował swojego przeciwnika jak idiotę. Przyjdzie pan mecenas Zagajewski, dojdą media i wgnieciemy w ziemię „wariata ze Złotoryi”, powiemy mu „Pier…l się” i „będzie miał w dupę.

Strony