Paranoja



share

Od samego początku, praktycznie od pierwszej minuty, gdy ogłoszono światową paranoję, pojawił się cały pakiet szantaży emocjonalnych, klasycznych dla mowy propagandowej. Rzadko słyszało się argumenty stricte naukowe, przede wszystkim dlatego, że o modnym wirusie tak naprawdę naukowcy niewiele wiedzą. Rzeczową i racjonalną diagnozę zjawiska, które z pandemią ma tyle wspólnego, co piszący e słowa z 14-letnią anorektyczką, zastąpił bełkotliwy i sztubacki zbiór wymuszonych deklaracji: „jak mnie kochasz, to mi udowodnij”. Nagle obudziliśmy się nie tyle w nowej rzeczywistości, bo wszystkie te prymitywne narzędzia są doskonale znane od lat, ale skala przerosła wszystkie pesymistyczne przewidywania. W „szczycie” pandemii morderstwem było wyjście na spacer do lasu i takim samym ludobójstwem spędzenie Świąt z najbliższą rodziną.



share

Schematyczność opinii przypisanych do takich wydarzeń, jak to, które miało miejsce w Minneapolis-Saint Paul i czym podnieca się cały świat, jest niezmienna. Zawsze uruchamiane są te same emocje i te same „słowa klucze”, a tak naprawdę zwyczajne kłamstwa. Jakie konkretne kłamstwo króluje? Nawet całkiem inteligentni ludzie bezrefleksyjnie powtarzają: „Owszem, to nie był święty człowiek, ale to nie znaczy, że policja mogła go zabić”. Dyżurna brednia udająca zdrowy rozsadek i obiektywizm. Tymczasem prawda jest taka, że policjanci z Minneapolis nie zabili wielokrotnego przestępcy i narkomana o całkowicie wyniszczonym organizmie, ale notoryczny bandzior przegrał walkę z kuszeniem losu.



share

Na naszych oczach trwa przerabianie jednostki myślącej i jednocześnie plemiennej, czyli takiej, której utożsamia się z wieloma grupami na różnych poziomach, od rodziny, przez przyjaciół i sąsiedztwo, potem lokalną społeczność, aż po naród. W co się przerabia człowieka? Żadnej tajemnicy, w bezwolną masę, ale ze szczególnym wyróżnikiem, otóż w powstałej od kilku tygodni paranoi, obywatele stali się policjantami dla samych siebie. Nie da się nie zauważyć, dziwnych spojrzeń w sklepie i na ulicy, a już całkiem dobitnie widać zachowania, jakich wcześniej nie widzieliśmy. Napominanie, karcenie, nieustanne komunikaty ze sklepowych, miejskich i policyjnych szczekaczek. Ogólna presja, stres, poczucie dyskomfortu przy wykonywaniu pospolitych czynności, od kupowania chleba po wizytę u lekarza.

Strony