opozycja



share

Czy sensownym jest pisanie o chorobie w kontekście politycznym? O chorobie nie, ale mówimy o wirusie i to głównie polityczno-gospodarczym. Powtarzał się nie będę, wszystko o tym reżyserowanym obłędzie już napisałem. Co bardziej rozsądni fachowcy mówią krótko i dosadnie, mamy kolejny wirus sezonowy, do którego trzeba się będzie przyzwyczaić, jak do setki innych. Naturalny porządek rzeczy, o czym każdy myślący człowiek wie, tyle tylko, że to nie na myślących zbija się polityczny kapitał, jak i obdziera ze skóry, przy czym maseczki to naprawdę drobiazg. Kto ma na panice zarobić ten zarobi, kto się okaże frajerem wiadomo od dawna.



share

Opozycja leci do wirusa, jak ćma do świecy i popiół po nich nie zostanie
Uspokajam, można spokojnie czytać dalej, tytuł nie jest niebezpieczny, nie będę pisał o wirusie, którego nazwy nie jestem w stanie bez odruchu mdłości wypowiedzieć i nawet napisać. Będzie o polityce o zarządzaniu kryzysowym w połączeniu z kryzysowym zarządzaniem polityką. Bliskie sobie terminy, ale tylko fonetycznie, bo znaczeniowo to dwa przeciwieństwa. Zarządzanie kryzysem to reakcja na autentyczne sytuacje i tutaj wszystko jest na tyle jasne, że nie ma sensu się katować definicjami. Wiadomo, mamy powódź, trzęsienie ziemi, ale też kochankę premiera lub łapówki w ministerstwie, to politycy biorą się za rozbrojenie miny.



share

Która to już kampania wyborcza przeprowadzona w tym samym schemacie? Policzmy, wybory samorządowe, wybory europejskie, wybory parlamentarne i najnowsze wybory prezydenckie. Co łączy wszystkie kampanie? Nieprawdopodobny poziom histerii rozpętywanej przez wszystkie partie opozycyjne, ale liderem histerii zawsze jest POKO. Nawet człowiek, który dzień w dzień śledzi polską politykę nie jest w stanie bez internetowej wyszukiwarki dokładnie przytoczyć, jakie konkretne tematy wywoływały histerię. Spróbuję jednak sobie z tym poradzić i głownie po to się męczę, aby potwierdzić tezę, którą przedstawię za chwilę.

Strony