opozycja



share

Powinienem sobie zrobić taką megalomańską wystawę z dyplomami i laurkami, na których widniałaby jedna zasługa: „A nie mówiłem!”. Pomyślę nad tym i jak znajdę wolny czas, to się poświęcę projektowi, a tak poważnie pisząc to żadnych zasług w tym obszarze nie mam. Gdy tylko się dowiedziałem, że Schetyna, dotąd prowadzający się za rękę z Lubnauer, zdradził swoją polityczną partnerkę z jej przewodniczącą klubu i jeszcze usiłował wykończyć całą Nowoczesną, to wiedziałem, że następna będzie „Myszka” Gasiuk-Pihowicz. Skąd wiedziałem? Z życia oczywiście, po prostu z życia, gdy się zna bohaterów bajki, to finał można przewidzieć po pierwszej scenie.



share

Z przegraną PO nigdy się nie pogodziła i za opozycję nigdy się nie uznała. Chcieli rządzić w każdych warunkach, bez względu na wynik wyborów. Stąd te wszystkie kuriozalne „wykładnie”, że zwycięska partia nie może podejmować żadnych istotnych decyzji, bo nie reprezentuje całego narodu, ale jedynie 18%. Z tej samej przyczyny próbowali bronić i ustawić sobie Trybunał Konstytucyjny, aby przenieść ośrodek władzy ustawodawczej do sądowniczej. Następny element paranoi to ograniczenie wszelkiej władzy krajowej, w tym sądowniczej, gdzie PO utraciła wpływy i narzucenie zwierzchności Unii Europejskiej.



share

Jesteśmy po wyborach samorządowych i pozwalam sobie na takie stwierdzenie przed II turą, która nic wielkiego do układu politycznych sił nie wniesie. Nie będę katował siebie i Czytelników wykresami, tabelami i mapami, ani też przekonywał, że dwa plus dwa jest cztery. Kto przyjmuje do wiadomości, że powiększenie elektoratu o dwa miliony, przy rekordowej frekwencji, co miało PiS zabić, jest politycznym sukcesem, ten wie o czym piszę. Kto się bawi w zaklinanie rzeczywistości, ten pozostanie w swoim świecie.

Strony