ogórek



share

Kocham wojenki internetowe, trudno nie kochać, gdy się posiada wykształcenie socjologiczne i pasję felietonisty. Wojna Ogórek z Borowskim, która wylała się do sieci jest wyjątkowo śmieszna, chociaż do bólu sztampowa. Śmieszna dlatego, że mnie jakoś żar lewicowej neofitki, która jeszcze dwa lata temu zajmowała się laicką teologią i godzeniem środowisk LGBT, nie przekonuje. Powinienem zamknąć buzię, przynajmniej w tej kwestii, przecież sam nie jestem lepszy, a „Internet pamięta”, również Matkę Kurkę piszącego niestworzone brednie, bywało, że obrzydliwości krzywdzące więcej niż przyzwoitych ludzi.



share

Kandydatka, która ma uratować tyłek Leszkowi Millerowi, to ten starszy od Kaczyńskiego, ale w telewizji nie ma tematu, została przygotowana do roli i wypadła jak „Izaura”. No dobrze, łatwo się pośmiać i tak naprawdę nie ma kogo żałować, w końcu wiadomo kto ją delegował. Jednak po drodze jest jeszcze polityka, gdzie każdą głupotę można sprzedać jako przyszłość narodu i z każdej mądrości zrobić „podpalanie Polski”. Porównałem sobie całkowicie nieudane wystąpienie Pani Ogórek z odprawą bojarów (prezydentów miast) w wykonaniu cara Komorowskiego i jeśli chce mi się śmiać, to nie z ostatniej deski ratunku Millera. Widziałem kandydatkę Ogórek w telewizji wiele razy i muszę powiedzieć, że zachowywała się normalnie, co nie znaczy, że porywała treścią, formą i inteligencją. Nic z tych rzeczy, normalność polegała na tym, że mówiła, co miała w głowie, składała dłonie, jak chciała i w ogóle wiedziała o czy mówi, bo zaproszono ją do studia świeckiej teologii.



share

Nie ma już żadnych wątpliwości, obrazy z ekranu są tak wymowne, że wystarczy parę zdań, aby nie tyle zdemaskować, co podsumować najnowszy projekt „salonu”. Komorowski ma ponownie zostać prezydentem, ale koniecznie w I turze wyborów. Przygotowano w tym celu kilka umów i będę się upierał, że pierwsza to zgoda Komorowskiego na przewał PSL w wyborach samorządowych. Ceną za ten wielkopański gest będzie poparcie PSL dla Komorowskiego albo wystawienie jakiegoś Jakubasa. Ostateczna decyzja dawno zostałaby podjęta, ale z powodu wewnętrznych rozgrywek w PSL, Piechociński musi udawać, że jest liderem inaczej wymieni go Pawlak albo Kalinowski. Komorowski nie czeka na gotowe i poprzez sztuczki księgowe pomaga PSL-owi podjąć właściwą decyzję. Mało kogo to zainteresowało, ale partia „chłopska” ma poważne problemy z rozliczeniem kampanii w PKW, które jak wiadomo wybrał sobie Bronek.

Strony