OFE



share

Emeryci pod palmami i w Mercedesach z przyciemnymi szybami, to było jedno z większych oszustw w historii IIIRP. Nie napisałem, że największe, bo w tej dziedzinie jest olbrzymia konkurencja: „prywatyzacja” Balcerowicza, świadectwa NFI i wiele, wiele innych. Polacy zostali okradzeni potrójnie. Najpierw pieniądze trafiły do szulerów i szulerni, czy jak kto woli do inwestorów giełdowych, którzy mieli zarządzać kapitałem. Skutkiem tych operacji było golenie frajerów na niebotycznych prowizjach. Potem swoje zrobił „kryzys’ wywołany przez innych złodziei i wreszcie Tusk z Rostowskim okradli Polaków jak klasyczni złodzieje.



share

W jednym wszyscy się zgadzają i to nie metaforyczni wszyscy, ale dosłownie wszyscy. Bez złodziejstwa, które się dokonało w biały dzień i polegało na wyjęciu kasy z OFE, by tym sposobem zasypać nie tylko dziurę budżetową, ale połatać rozsypujące się finanse publiczne, mielibyśmy katastrofę. Potwierdza ten fakt opozycja, prezydent i najbardziej dobitnie Donald Tusk, który na tle wiatrołomów oświadczył beztrosko, że nie ma żadnego planu B. Co wynika z wyartykułowania powszechnej prawdy? O ile darować sobie misterne i piętrowe ekspertyzy połączone z jeszcze bardziej wysublimowanymi prognozami na przyszłość, to wniosek może być tylko jeden. Obecny system najzwyczajniej w świecie się kończy w dodatku kończy się nieuchronnie. OFE wprawdzie nie jest ostatnim cielęciem z obory, zostały jeszcze dwie kury do zarżnięcia: Lasy Państwowe i KGHM, ale obie nioski, jak wiadomo, można zarznąć tylko raz.



share

Sama ustawa o OFE jest w całej zabawie politycznej najmniej ważna, stało się tak, że praktycznie poza Balcerowiczem i bezpośrednio zainteresowanymi kasą z prowizji, nikt złodziejskiego projektu bronić nie chce. Nie ma zatem sensu roztrząsać czy Komorowski powinien, czy nie powinien podpisać, dużo ciekawsze jest rozebranie na czynniki pierwsze decyzji, którą właśnie podjął. Prezydent Bronisław OFE nie zawetował, ale odesłał do Trybunału Konstytucyjnego w takim trybie (następczym), który nie powoduje żadnych problemów Tuskowi. Ustawa wchodzi w życie, budżet można wypełnić świeżą kasą z naszych portfeli i przy tym wszystkim dowiedzieliśmy się, że plany Komorowskiego i Tuska w jednej kwestii są zbieżne. Odrzucenie ustawy miałoby daleko bardziej dramatyczne konsekwencje, niż katastrofa budżetowa. Doszłoby przede wszystkim do długo wyczekiwanej katastrofy politycznej i jednocześnie do wojny w PO.

Strony