nuda



share

Powiem to pierwszy, taki mam zwyczaj i niewyparzoną gębę. Człowiek jest zdolny do wszystkiego, w skrajnych warunkach potrafi pić własny mocz, zjeść innego człowieka, popełnić największą zbrodnię, ale nigdy nie zniesie nudy. Samotność tylko bywa nie do zniesienia, nuda zawsze i wszędzie prowadzi do tragedii. Z nudów dzieci bawią się zapałkami i podpalają stodoły, z nudów przychodzą najgłupsze pomysły do głowy, choćby takie, by wrzucić kiszone ogórki do sedesu i zobaczyć co się stanie. Mam nieodparte wrażenie, że pomimo wielu wysiłków żyjemy w nieprawdopodobnej nudzie i jeśli nie obudzimy w sobie czujnego zainteresowania to zapłacimy sporą cenę.



share

Pół dnia myślałem nad tematem do nowego felietonu i nie jest to kryzys twórczy, czy zmęczenie, chociaż nie przeczę, czasami chciałbym odpocząć i to na parę tygodni. Nic z tego, z czegoś trzeba żyć i coś trzeba robić, a ponieważ żyję z „hejtu”, to bez względu na pokusy i brak tematów, muszę brać się do roboty. Myślałem, myślałem i nic nie wymyśliłem, dlatego z góry uprzedzam, że dzisiejszy felieton będzie o niczym, czyli o kampanii wyborczej. Siedzę w Internecie i polityce dobre 15 lat i takiej posuchy naprawdę nie pamiętam, żadnych emocji, żadnej walki na noże, a zamiast tego pogodzenie się z nieuchronnym losem.



share

Wracam z lubińskiej giełdy, kto nie wie o co chodzi, temu wyjaśniam, że to kopalnia socjologicznej wiedzy, miejsce gdzie dzieją się cuda. Czapki męskie oferowano za 10 złotych, a obok tej niepowtarzalnej oferty stał stolik miejscowego Franka Dolasa. Charakterystyczna zmęczona najpodlejszym alkoholem twarz. Równie charakterystyczny „uprzejmy” sposób prezentacji i zachęty do sięgnięcia po pewną wygraną. Wokół wodzireja tasującego trzy karty kręci się grupka naganiaczy, w tym dwie panie o purpurowych nosach i podkrążonych oczach. Właśnie one wykładają na stolik osiem stów i grają o wszystko. Lubiński Dolas wspaniałomyślnie proponuje, żeby się wycofały, bo przecież to cała renta. Purpurowe noski nie odpuszczają i… ogrywają mistrza ceremonii prawie do gołego.

Po chwili wracam tą samą alejką, zaopatrzony w kapcie z futerkiem i słyszę:

Strony