Nowy Rok



share

Długo zastanawiałem się co dziś napisać, żeby się komukolwiek chciało czytać. Wszędzie podsumowania, zestawiania, śmieszności i porażki roku, a mnie we łbie dudni pustka. I tak pocąc się nad tematem wpadłem na myśl, której towarzystwa będę się trzymał do końca i nie tylko felietonu. Przez dwanaście miesięcy w roku piszę i czytam wszystko, co związane z nadzieją na lepsze. Czasami wpadam w euforię, czasami w przygnębienie, najczęściej jest średnio, czyli realistycznie i w tych wahaniach nastroju jakoś zabrakło czasu na odnotowanie stałej zdobyczy. Amatorskie instynkty socjologiczne przyszły mi z pomocą i dostarczyły tematu. Proces zmiany mentalnej w ramach populacji to wysiłek na pokolenia, o czym chętnie zapominamy, bo chcielibyśmy jednym ruchem, a co bardziej rozgorączkowani jednym felietonem, dokonać zbiorowego olśnienia.



share

A tak niedawno temu świat miał się skończyć według naiwnych Majów, a tu masz babo placek, rano jednak trzeba walczyć z kacem.  Czy północ (te wstrętne zegarki, tylko poczekać minutę i spuścić wodę) między Starym, a Nowym Rokiem (nie chcę się mieszać w ich sprawy) to jakieś wzgórze, na które wspinamy się wszyscy z butelkami szampana, ubrani w najlepsze kreacje, jakby członkowie jakiejś zwariowanej sekty?

Między jednym kielichem szampana, a następnym.  Między przemykającą jaskółką osobistej refleksji w tłumie innych ptaków, a stoickim spojrzeniem sowy w krainie samotności.  Czy modne ciągoty do stadnego osiągania tego kaledarzowego szczytu, nie są prostą ucieczką przed samotnym spojrzeniem i zmierzeniem się z lustrem mijającego roku?



share

Kulturoznawcą nie jestem, ale gdzieś mi się obiło o uszy, że tradycja sylwestrowej nocy ma swoje korzenie w innej tradycji – cykliczny koniec świata. Nie wiem ile w tym prawdy, że ludzie nakręcając spiralę Armagedonu jednocześnie popadali w zabawowy nastrój, by stłumić strach i wycisnąć z życia ostanie soki, ale podoba mi się ta interpretacja. Konserwatywny byłem zawsze, bywają jednak takie tradycje i zwyczaje, które wydają się mało rozsądne i między innymi nie uważam za mądre świętowanie końca roku. Z czego ta radość ma niby wynikać, ludzie się starzeją, w sklepach remanenty i nawet zabobonne postanowienia noworoczne kończą się pierwszym kacem w pierwszym dniu nowego roku. Broń mnie Bóg, by pesymizm szerzyć, po pierwsze nie mam takiej intencji, po drugie strach mnie ogarnia odkąd prezenter telewizji śniadaniowej Jarosław Kuźniar przeprowadził wywiad z chorym na grypę premierem optymistą.

Strony