Newsweek



share

Oszołoma pod własnym adresem słyszałem jakieś 10 000 tysięcy razy, może trochę więcej i za każdym razem komplement padał z ust tych „normalnych”, którzy opierają się na prawdziwej wiedzy i rzetelnych dziennikarzach. W przeciwieństwie do wymienionych tytułów medialnych i ich konsumentów, nie rzucam słów na wiatr, co najwyżej nazwę rzeczy i pajaców po imieniu. Nie inaczej jest i tym razem, bo w ramach luźnej piątkowej atmosfery zamierzam przytoczyć zabawne „fakty medialne”. Posłużę się chronologią, żeby żadnego oszołoma nie skrzywdzić i wyznawcy kosmitów nie zmartwić. Pierwszym oszołomem jest niejaki Krzymowski, podopieczny dobrze znanego Lisa, głównie z łgarstw i lizusostwa znanego. On to zasłynął kilkoma artykułami pod, którymi nie podpisałaby się stażystka The Sun. Wśród rekordów głupoty i śmieszności przez długi czas Krzymowski nie pobije wskrzeszonej przez siebie teściowej Piotra Dudy.



share

Ponad rok od ujawnienia tak zwanych taśm „grupa, która przestaje trzymać władzę” w ciężkiej panice zaczęła szukać ucieczki w ślepej uliczce. Roman Giertych reprezentujący jednocześnie Zbigniewa Stonogę, który ujawnił nagrania z knajpy „Sowa i Przyjaciele” i Radosława Sikorskiego, pokrzywdzonego w związku z tą sprawą, postanowił się ośmieszać snuciem… teorii spiskowych. Zarzuty kierowane przez Giertycha dotyczą sprawczej roli PiS w nagrywaniu i kolportowaniu taśm. Za Giertychem poszedł podejrzewany o składanie fałszywych zeznań (oświadczenia majątkowe) Michał Kamiński i zapowiedział, że już wkrótce poznamy całą prawdę o „taśmach”. Ci dwaj kompletnie skompromitowani komedianci wypowiedzieli swoje wodewilowe kwestie prawie w tym samym czasie i posłużyli się tą samą „przesłanką” – na nagraniach nie ma polityków PiS. Wydłużę listę podejrzanych, nie ma też: Komorowskiego, Kopacz, Giertycha, Kamińskiego, Lisa i Karolaka.



share

Ze zdziwieniem, ale też z przerażeniem przecierałem oczy czytając pełne oburzenia komentarze, po sławetnym artykule w Newsweeku. Nie mam pojęcia, cóż takiego „skandalicznego” znalazło się w treści artykułu i na czym miałby polegać upadek obyczaju jeśli chodzi o sam fakt, że podobne artykuły pojawiały się zawsze. Nieskromnie pisząc sam popełniłem dziesiątki felietonów, w których z pełną swobodą pisałem o żydowskich korzeniach rozmaitych polityków i krewnych osób publicznych, tym bardziej nie ograniczałem się w ujawnianiu, kto w jakiej partii robił karierę. Histeryczne reakcje ukierunkowane na totalny absurd, czyli bezsensowną cenzurę i to w obszarze, który z niezrozumiałych względów stał się tabu, to coś śmiesznego i niebezpiecznego zarazem. Oczekiwałbym, zwłaszcza od dziennikarzy, którzy wiele razy pisali w identycznym tonie i z bardzo podobna intencją, jak napisał Newsweek, że nie będą podcinać gałęzi, na której wszyscy siedzimy.

Strony