neoliberalizm



share

Od czasu wprowadzenia wspólnej waluty euro obserwuje się swoistą polaryzację „gospodarczą” państw unijnych. Na jednym biegunie jest Grecja z jej prawdziwie „grecką tragedią”, a na drugim biegunie gospodarczym leżą Niemcy. Kraj ten regularnie notuje nadwyżkę na rachunku obrotów bieżących, nadwyżkę handlową i niską stopę inflacji. Sytuacja godna pozazdroszczenia,  wydawałoby się, że obywatele mogą spać (i pracować) spokojnie… a tymczasem to właśnie Niemcy najsilniej forsują przestrzeganie zasady zrównoważonego budżetu (ograniczenia wydatków publicznych) i utrzymują strategię gospodarczą prowadzącą do deflacji. Już obserwuje się pierwsze efekty takiej polityki: z pozytywów trzeba przyznać, że w tym kraju utrzymuje się niska stopa bezrobocia (5,2%). Czyli ludzie mają pracę, jednak po dokładniejszej analizie obraz Niemiec wcale nie jest taki radosny: wraz z wprowadzeniem polityki „zrównoważonego budżetu” doszło do zahamowania wzrostu płac społeczeństwa.



share

Naczelnym postulatem szkoły neoliberalnej, jest dążenie do maksymalnego zmniejszenia zakresu władzy i kompetencji rządu. O ironio, mam wrażenie, że Parlament Europejski – wydawałoby się z haseł, że liberalny, wręcz przeciwnie – dąży do kontroli i zunifikowania życia Europejczyków pod każdym względem. Ale to tylko taka dygresja…
Istotne jest co innego: otóż ta cała dyskusja nad tym, czy lepszy jest „wielki” i „mały” rząd jest w większości przypadków jałowa i bezsensowna. Ujmując to w dosadnych słowach – rząd powinien być taki, jaki jest w danym momencie potrzebny! Czyli na przykład, kiedy państwo ma zdrową, dynamicznie rozwijającą się gospodarkę, to nic lepszego nie można zrobić, jak ograniczyć poziom interwencji rządu na rynku i pozwolić sektorowi prywatnemu rozwijać się samodzielnie.  Ponieważ, jak przekonuje szkoła neoliberalna: wydatki rządowe, w porównaniu z prywatnymi są zwykle mniej efektywne.



share

Poprzednio zwróciłem uwagę na fakt, iż pewne neoliberalne „reformy strukturalne”, czy też rozwiązania legislacyjne, wcale nie są zalecane w celu „zwiększenia zasilania” rynku, do czego oryginalnie powinna dążyć ekonomia neoklasyczna. Ich przyjęcie może służyć bardzo konkretnym interesom, dlatego zawsze przy ich ocenie zalecana jest dalekowzroczność. Sztandarowym przykładem jest polityka deregulacji, która pozwoliła prywatnym firmom oraz inwestorom rozszerzenie swoich działań na obszar tzw. służby publicznej. Zjawisko to określa się mianem „rent seeking” – „pogoń za zyskiem”.
Odnosząc się do powyższego zjawiska neoliberałowie tłumaczą, że: „usługi publiczne rządu są nieefektywne, słabej jakości i obarczone wysokimi kosztami. Dlatego działaniem jak najbardziej właściwym jest przeniesienie tych usług do sektora prywatnego, aby były bardziej efektywne”.

Strony