nedza



share

Genialny Laskowik wymyslił taki skecz, w którym chodził po chodniku i robił sondę uliczną. Pytał, jednego, drugiego, trzeciego, co sądzą o bieżącej sytuacji. Ludzie się jąkali, lecieli sztampą, nie potrafili powtórzyć zaproponowanej odpowiedzi. W końcu Zenek mówi do operatora: „Czekaj, czekaj sam to zrobię, zobaczysz będzie dobrze”. I zrobił, po mistrzowsku! Wyszła odpowiedź na miarę telewizji. Przypomniałem Laskowika z dwóch powodów, pierwszym jest genialność w uprawianiu fachu, drugim mistrzostwo gatunku. Za moich czasów kabareciarz był kabareciarzem, ksiądz księdzem, kucharka kucharką, ale dziś mamy popieprzenie z pomyleniem i tak narodził się chyba najbardziej neonowe szyldy „elit”. Widzisz mrugający napis „Magiel u Karolki”, wchodzisz, a tam katechetka Korwin-Piotrowska modli się do Niepokalanego Stołu Camila. Babie z magla mami klientów i odstawia fuchę. Z nosem zanurzonym w brudnych gaciach wyszła z roli i zaczęła prowadzić lekcje religii.



share

Wczoraj cała ekipa rządząca i jednostki tworzące maszynkę do głosowania otrzymały z centrum propagandowego nowy sms: „badania dotyczące poziomu świadczonych usług medycznych, w których Polska znajduje się za Albanią, zostały zrobione przez niewiarygodną firmę szwedzką”. I poszło wyjaśnienie we wszystkich kanałach i zostało wydrukowane na wszystkich stronach, ale jakoś bez szyderstwa, że „spiskowcy z PO” i bez pytania „gdzie są dowody”. Firma szwedzka, jak każda firma siedząca w kieszeni koncernów farmaceutycznych, rzeczywiście jest całkowicie niewiarygodna, problem propagandzistów władzy polega jednak na tym, że oni zbadali odczucia pacjentów, nie poziom zażywania suplementów. Korzystając z okazji też się podzielę wrażeniami. Jakoś tak się złożyło, że rodzinnie trafiliśmy do specjalistów i od razu powiem, że mnie ominęły czynności wstępne. Moja lepsza połowa i córka, poszły do lekarza pierwszego kontaktu i udało im się wyrwać skierowania dla mnie i córki.



share

Oczy bolą i przypominają się człowiekowi najgorsze sceny z własnego życia, gdy wypełnia sumiennie swoje obowiązki codziennego obserwatora życia politycznego w Polsce. Dlatego popatrzyłem sobie na niepoliczalną już błazenadę Tuska, który pije z gwinta soki owocowe i odwiedza rodzinne domy dziecka, pod zupełnie innym kątem. Posadzili Donalda przy stole i nagle wiecznie wytrzeszczone oczy gdzieś się schowały, przy tym zjechały w dół, w okolice obrusu, a nawet dywanu. Ów osobnik polityczny między ludźmi wygląda niczym bohater hollywoodzkich filmów z elementami fantastyki i powrotów do przeszłości. Wykopana z jakiegoś lodowca pierwotna forma życia, która nie potrafi powstrzymać instynktów. Boi się takich nieznanych wynalazków, jak stół rodzinny, uśmiechnięci ludzie, obiad, przy którym nie wypada kłamać na ważne tematy.

Strony