naciski



share

W tle wszystkich lokalnych wygłupów, poczynając od „butów Adriana”, przez ławeczki Trzaskowskiego, aż po sracz Brejzy, na świecie dzieją się bardzo ciekawe rzeczy. Dlaczego o tych ciekawych i światowych rzeczach nie mówi się w Polsce? Może dlatego, że w Polsce mamy ciemnogród, ale nie będę szedł na żartobliwe skróty i odpowiem poważnie. W medialnym szumie działają dwie nieśmiertelne reguły, co ma być nagłośnione to jest histerycznie wykrzyczane, co ma być wyciszone, to jest całkowicie przemilczane. Proste i bezwzględnie skuteczne, a do tego dochodzi jeszcze chaos.



share

Jeden z pierwszych argumentów przeciw polskiemu członkostwu w Unii Europejskiej, jaki usłyszałem z zamierzchłych czasach, odnosił się do absurdów, czyli słynnego mierzenia krzywizny ogórków i bananów. Do tej puli pozornych absurdów dochodzi ślimak uznany za rybę i jeszcze tysiące takich kruczków wywołujących uśmiech zdrowego na ciele i umyśle człowieka. W Polsce też mamy takie kwiatki, na przykład w ustawie o VAT, gdzie na wiklinę surową i przetworzoną obowiązują różne stawki, a czy koszyk z surowej wikliny jest wikliną przetworzoną wie wyłącznie naczelnik poszczególnego Urzędu Skarbowego.



share

Od 1989 roku prawie wszystkie partie rządzące i czołowi politycy nieustannie powtarzali zakompleksioną mantrę. Z Niemcami musimy mieć dobre stosunki, bo nas obronią przed Wschodem, wprowadzą do Unii i NATO, a poza tym to już zupełnie inne Niemcy. Jednego ziarnka prawdy nie ma w tej bajeczce. Niemcy w ogóle się nie zmieniły, co najwyżej dopracowały technologię podbijania narodów, których nigdy nie szanowały i nawet nie uznawały. Jestem gotów postawić duże pieniądze, że garstka Polaków wie w jakich warunkach Polska negocjowała z Niemcami po „pierwszych wolnych wyborach”. Jednym z głównych tematów było uznanie przez Niemcy granic na Odrze i Nysie, do czego wcale się nasi sąsiedzi nie palili.

Strony