morderstwo



share

W sprawie nieszczęśnika, który przesiedział 18 lat w więzieniu ludziom wciśnięto bajkę o „pomyłce sądowej”, a była to klasyczna patologia i lokalny układ, czytelny na pierwszy rzut oka. Jest niedziela, prawie wszyscy mają wszystko pozamykane i tylko mnie przyszło robić, jak zwykle. Robić będę, ale na pół gwizdka, bo kolejne zadania dla mediów i przede wszystkich odpowiednich organów spada na pasjonatów z Internetu. Przywołam tylko podstawowe informacje, dalej niech robią inni. Wczoraj olśniony przeczuciem i intuicją przejrzałem kilkanaście stron internetowych, które opisują rzeczywistość, a nie medialne imaginacje. Na wszystkich znajdowałem to, czego nie słyszeliśmy w żadnej telewizji, chociaż większość przejrzanych przeze mnie materiałów pochodzi sprzed wielu lat.



share

Cykl śledczy w PRL II przebiega według następującego schematu. Czujny aparat władzy obserwuje obywateli, bo jak wiadomo w PRL II każdy jest podejrzany, nie wyłączając kadr. W trakcie obserwacji odnotowane są wszystkie przejawy niesubordynacji, trzy razy powtórzona opinia, wyrażająca brak wiary w „półbeczkę” czyni z podejrzanego oskarżonego. Oskarżenie natychmiast kończy się wyrokiem i dopiero po wyroku następuje proces oskarżonego denata. Zwłoki oskarżonego znajdowane są w miejscu gdzie w stopniu doskonałym funkcjonuje złośliwość przedmiotów martwych: zawieszony dekoder, ślepa kamera monitoringu, winkiel w celi poza zasięgiem obiektywu. Czas odnalezienia zwłok oskarżonego w wyniku względności czasu jest zwykle w takim czasie, że nie czas na zajmowanie się zwłokami oskarżonego.