MON



share

Mieliśmy kilku profesorów, którym tytuł naukowy przyznano za zasługi. Najsłynniejszy to profesor „Drogi” Władek Bartoszewski, naukowiec po małej maturze i doktor zasług wszelakich. Do końca swoich dni Bartoszewski nikomu nie zwrócił uwagi, że tytułowanie go w taki sposób jest niestosowne i nie ma żadnego odzwierciedlenia w faktach. Trzeba przyznać, że znacznie lepiej zachował się profesor Stępień, ten dla odmiany zjechał kiedyś redaktora TVN24 i kazał do siebie mówić pan, bo jest zaledwie magistrem. Wiadomo też powszechnie, że Michnik ma rację i wyłączne prawo do oceny przeszłości, a tytułem do tego monopolu jest fakt, że „Michnik siedział”.



share

W sfingowanej ustawie budżetowej, MON na świstku papieru „otrzymał” 31,2 miliarda złotych. Gdy budżet niczym armia niemiecka spod Stalingradu, wycofał się na z góry upatrzone pozycje, MON dostał najbardziej po grzbiecie i to w tym ministerstwie redukcje wydatków mają być największe, a cięte będzie dotąd, aż w papierach nie pojawi się kwota 28,2 miliarda złotych. Każdy obywatel PRL II ma niebywały komfort w postaci błyskawicznego dostępu do struktury wydatków dowolnego ministerstwa, oczywiście wyłączając ze struktury zakupy biletów na Madonnę. Na szczęście nie to jest najważniejsze ilu generałów bawiło się pod cudownie zamkniętym dachem, ale ważne są wydatki na uzbrojenia. Z 28,2 miliarda 6,3 miliarda przeznaczonych jest na uzbrojenie i ze tę zawrotną kwotę polska armia może sobie zaszaleć i kupić dowolną ilość wacików bojowych. Gdyby jednak generał Koziej z doradcą Nałęczem ułożył inną strategię, waciki z powodzeniem da się zamienić na obronne.



Strony