moda



share

Jest jedna dziedzina, na której kompletnie się nie znam, pomimo tego, że znam się na wszystkim – to moda. Nie trawię zjawiska na żadnym poziomie, od wybiegów, po zimowe przeceny jesiennych kolekcji w hipermarketach. Blichtr, próżność, patologia, słowem dno moralne i intelektualne. Oczywiście jakichś tam aspektów większej całości można i da się bronić, ale nie zamierzam się tej ciężkiej roboty podejmować. W związku z tym, że na modzie się nie znam, tytuł „Vogue” mówi mi tyle, co McDonald’s. Wiem, że coś takiego istnieje i jest sławne na całym świecie, tylko strawić się tego nie da.



share

W Polsce panuje niespotykany „klimat”, tutaj co najmniej połowa osób publicznych, ale też i spora cześć społeczeństwa uwielbia samobiczowanie i robienie do własnego gniazda. O polskich kompleksach napisano tysiące tekstów, dlatego ten wątek sobie podaruję i zajmę się czymś znacznie groźniejszym. Niewymowna satysfakcja z gnojenia własnej Ojczyzny i swoich Rodaków, to zjawisko powszechne, nie incydentalne. Jest tego tyle, że każdego dnia wylewa się zewsząd. Pomijając lewackie periodyki i „elity” ta sama choroba dotyka niemały odsetek prawicowych „myślicieli”.



share

Gdy byłem na drugim roku socjologii prawdziwą furorę robił „Big brother”, wówczas absolutna nowość w Polsce, serwowana przez TVN i prowadzona przez samego Grzegorza Miecugowa. Praktycznie na każdych zajęciach wykładowcy i studenci podejmowali temat, usprawiedliwiając się naukowymi narzędziami badawczymi. Bardzo szybko się jednak okazywało, że większość „naukowców” zaczynała mówić dokładnie w taki sam sposób w jaki rozmawiało się o „Big brotherze” na przystankach tramwajowych. W pewnym momencie ambitniejsza i zdecydowanie męska część studentów nieśmiało zauważyła, że sam program jest żenujący, natomiast nasze próby udawania naukowej ciekawości w szybkim tempie zmierzają do tego samego poziomu. Zaczęła się jatka nie na żarty, chociaż moja grupa z reguły nie wyrywała się do odpowiedzi i nie przejawiała żadnej aktywności. Pod koniec dyskusji padł żelazny argument rzucony przez koleżankę, powiedzmy Agnieszkę, bo prawdziwego imienia nie pamiętam.

Strony