Michnik



share

Tak po cichu przeszło kilka zjawisk, które drzewiej wywoływały wyjątkowe ożywienie. Wybrałem trzy, same klasyczne, ale w zupełnie nowych ubrankach. Redaktor Miecugow. Na swojskiej potupajce dostał z liścia, chyba po ramionach, bo okulary zachował i zaczął się rytualny obrządek talmudyczny. Holokaust – krzyknął redaktor. Ha, ha, ha, odpowiedziały nawet najbardziej przysłonięte klapami lemingi. Nim się zaczęła histeria wokół kolejnego wcielenia faszyzmu, cała akcja spaliła na przysłowiowej panewce. Ciężko wskazać przyczynę, zmęczenie, czy też wakacje? Moim optymistycznym zadaniem, jednak zamęczenie konia. Nie na darmo mądrzy ludzie powiadają, że pewne słowa są dlatego ważne, ponieważ używane od święta, a przynajmniej przy odpowiednich okazjach. Miecugowowi nie udało się wyjść na ofiarę nacjonalistycznej agresji, sprawę dość szybko pozamiatano i wyciszono konflikt wewnątrz „salonu”.



share

Poprzez środki masowego przekazu dotarłem do jakiegoś donosu Michnika, który miał popełnić w niemieckiej gazecie, co samo w sobie dziwnym nie jest. Tak samo dziwne nie jest, że żydowski komunista z dziada pradziada uprawia swoją internacjonalistyczną demagogię, mnie to już ani nie rusza, ani nie skłania do odnalezienia źródła, nim się na temat donosu wypowiem. Jest jednak coś, co mnie dziwi i cieszy jednocześnie, mianowicie tak się tragikomicznie składa, że Michnik we własnej gazecie najwyraźniej wymienia kostki zapachowe w kiblu, bo ciężko o jakikolwiek inny ślad jego obecności. Normalnie sprawy wyglądają tak, że „legenda” dziennikarstwa, współwłaściciel i chyba ciągle naczelny albo jakaś inna szara eminencja redakcji, bryluje na pierwszych stronach. Michnika nie widać, nie słychać i tym sposobem nie czuć w GW w ogóle. Od wielkiego dzwonu coś tam się pojawia, ale to zwykle jest artykulik mdły, przeżuty dokumentnie przez tę samą frazeologię.



share

Na początku chciałbym bardzo wyraźnie podkreślić i odróżnić, naiwne sentymenty z czasów Dmowskiego, od tego co się dziś dzieje z udziałem posła Zawiszy i szefa MW Roberta Winnickiego. W drugim zdaniu wyraźnie oddzielam słuszne treści, powielane przez bardzo podejrzane towarzystwo, od zamiarów, które dla mnie jasne nie są. W końcu powołam się na własny kazus, otóż niedawno stanąłem przed sądem apelacyjnym, w związku z „dwoma ruskimi cwelami” i mój adwokat w mowie obrończej opisując intencje oskarżonego odwołał się do „Polski dla Polaków” oraz szerszych treści narodowych. Zaprzeczyłem takiej charakterystyce mojej osoby formułując następujące „alibi”: „Nie jestem narodowcem, chociaż nie uważam, aby cokolwiek w poglądach narodowych miało być wstydliwe lub nie zgodne z prawem”. To zdanie potarzam poza sądem i ono właściwie oddaje cały mój stosunek do ruchu narodowego.

Strony