Michnik



share

Na wstępie parę kluczowych wyjaśnień, chociaż z tym jest ponoć tak jak z alternatywą, która może być tylko jedna. Trudno, poświęcam gramatykę na rzecz argumentacji, dla mnie kluczowych spraw jest kilka. Przede wszystkim u mnie nic się nie zmieniło, gdyby mi ktoś podsunął deklarację ideową, jaką PiS wydrukował w 2015 roku, po wykreśleniu jakichś 5 do 10%, złożyłbym pod tym podpis. Po drugie mądremu tłumaczyć nie trzeba, głupi nie zrozumie, że czym innym jest wierność przekonaniom, a czym innym wierność partii, która łamie i profanuje własne zasady. Po trzecie nie widzę po stronie opozycji nikogo, kto miałby minimalne predyspozycje do rządzenia Polską, łącznie z „Konfederacją”, bo jej liderzy o polityce nie mają pojęcia, za to robią medialne „szoł” z pakietem radykalnych przekazów gwarantujących poparcie nie większe niż próg wyborczy.



share

Przez chwilę się zastanawiałem, czy sam wiem, co chcę powiedzieć poprzez użycie takiej zbitki jak talmudyczny bolszewizm, ale to była tylko chwila. Rzeczywiście fonetycznie zgrzyta niemiłosiernie i trąca grafomanią, jednak trafia w sedno, co zamierzam udowodnić na ile to możliwe w tak krótkiej formie, jaką jest felieton. Oba terminy są niezbędne do opisania mechanizmu napędzanego po 1989 roku, głównie przez Michnika i jego zastępy ideologiczne. Mechanizm ten miał służyć tylko jednemu – upokarzaniu narodu, wynarodowieniu Polaków.



share

Coś podobnego w przyrodzie nie funkcjonuje i jestem chyba jedynym publicystą, który mówi o tym otwarcie, w każdym razie nie przypominam sobie, aby ktoś jeszcze miał tyle... no właśnie, nie odwagi, ale zwykłej przyzwoitości. Nie istnieje i bardzo dobrze, że nie istnieje, bo nie ma nic gorszego od „dziennikarza obiektywnego”, a takich udawaczy jest wielu. Od dawna piszę, że trudno o coś bardziej żenującego niż listy otwarte jednego dziennikarza do drugiego dziennikarza, z pretensjami o obiektywizm, dlatego nie będę przytaczał żadnych nazwisk i nie zamierzam wchodzić w te buty.

Strony