masy



share

Gdy byłem na drugim roku socjologii prawdziwą furorę robił „Big brother”, wówczas absolutna nowość w Polsce, serwowana przez TVN i prowadzona przez samego Grzegorza Miecugowa. Praktycznie na każdych zajęciach wykładowcy i studenci podejmowali temat, usprawiedliwiając się naukowymi narzędziami badawczymi. Bardzo szybko się jednak okazywało, że większość „naukowców” zaczynała mówić dokładnie w taki sam sposób w jaki rozmawiało się o „Big brotherze” na przystankach tramwajowych. W pewnym momencie ambitniejsza i zdecydowanie męska część studentów nieśmiało zauważyła, że sam program jest żenujący, natomiast nasze próby udawania naukowej ciekawości w szybkim tempie zmierzają do tego samego poziomu. Zaczęła się jatka nie na żarty, chociaż moja grupa z reguły nie wyrywała się do odpowiedzi i nie przejawiała żadnej aktywności. Pod koniec dyskusji padł żelazny argument rzucony przez koleżankę, powiedzmy Agnieszkę, bo prawdziwego imienia nie pamiętam.



share

Kierunki zmian społecznych mają tak wyraźnie zaostrzone wektory, że ciężko się pomylić w prognozach. Trzy główne ścieżki degradacji przebiegają wzdłuż i w poprzek prozy życia: wyżywienie, edukacja, praca. Populacja napycha się paszą dla ssaków naczelnych, edukacja staje się zwykłym towarem, z taniej chińskiej półki, wystarczy przypomnieć, że do zdania matury potrzeba 30% trafnych odpowiedzi, a poziom pytań przyprawia o wypieki. Ostatnia w kolejce degradacji jest praca i tutaj również musi nastąpić kompletne stępienie. Jakieś 7 lat temu kończyłem studia i już wtedy co bardziej rozgarnięci profesorowie mówili otwarcie, że fasada wolnego rynku razem ze wszystkimi innymi pozorami musi upaść. Obliczono, że 20% pracujących w zupełności wystarczy do zaspokojenia potrzeb, reszta to roboty i polityka. W tych kalkulacjach nie zabrakło zapobiegania buntom, które najłatwiej zdławić socjalnym zabezpieczeniem.



share

Zacznę od informacji niezwykle smutnej. Nie jest tak jak się nam wszystkim po kolei wydaje, że da się odróżnić kto z kim i dlaczego. Gdy się wyjdzie z sieci do ludzi, to się widzi Inny Świat. Żadnego odróżnienia: „ta młodzież ta”, „ci chuligani”, „do czego to podobne”. Sto razy zastanawialiśmy się tutaj i w innych miejscach, 1000 razy zastanawiano się wszędzie, jak to możliwe. Wytłumaczę. Znam pewnego nestora, on co niedzielę opowiada niestworzone rzeczy, na przykład ostanie zawalenie się schodów w Krakowie wyposażył w 1000 ofiar. Bez sprawdzania tej fantasmagorii wiadomo, że nic podobnego zdarzyć się nie mogło, ale nestor ma swoje lata i zanim mu się wytłumaczy jak jest, to nikomu się nie chce. Wszyscy przymykają oko, niemniej raz zdarzył się cud.

Strony