Marsz Niepodległości



share

Nie znam bardziej zgwałconej definicji, niż definicja patriotyzmu. Gdyby się okazało, że istnieje życie na Marsie i z tej planety przyleciałby marsjański socjolog, aby poznać ziemskie obyczaje, słysząc definicje patriotyzmu doszedłby do wniosku, że Ziemianie to bełkoczący idioci i trzeba czym prędzej odlecieć na Marsa. Dla tych, którzy z patriotyzmem nie chcą mieć nic wspólnego, patriotyzm jest wszystkim, co pospolite i niczym wzniosłym. Sprzątanie gówien po psie, płacenie podatków, pilnowanie tęczy z bibuły, mycie zębów i używanie wody kolońskiej, jest „patriotyzmem”. Żadnej z przywołanych definicji nie wymyśliłem, wszystkie zostały rzeczywiście wypowiedziane, a wiele innych próbowano nawet wprowadzić w życie.



share

Zacznę od rzeczy śmiesznych, czyli od wyjaśnień Facebook Polska, że standardów pilnują skrypty, algorytmy i szeroki kontekst. Skrypt można sobie ustawić wszędzie, na portalu kontrowersje.net również i to prostym narzędziem wbudowanym w silnik strony. Wystarczy wypisać słowa lub frazy, których sobie nie życzymy, na przykład „Fundacja WOŚP”. Do tego momentu jest prosto, ale dalej zaczyna się kontekst i wystarczy, że ktoś słusznie napisze o Fundacji WOŚP przelewającej kasę do prywatnych firm związanych z Jerzym O., a zostanie bezmyślnie przez skrypt skasowany. Nie ma takiego skryptu i takiego algorytmu, który wykluczyłby skutecznie cokolwiek i na jakimkolwiek portalu, jest to oczywiste dla każdego, kto choć trochę zna podstawy funkcjonowania stron internetowych.



share

Zaryzykuje opinię przed końcem tegorocznego Marszu Niepodległości, bo nie spodziewam się niczego nadzwyczajnego, jak zresztą w poprzednich latach. Wykluczając prowokacje policyjne i tajniaków kopiących cywilów, jestem pewien, że grzeczni chłopcy i dziewczęta z Polski staną się wzorem dla młodych ludzi na całym świecie. Policja w Wielkiej Brytanii, Francji, Belgii, że o murzyńskich dziennicach USA nie warto wspominać, poda za wzór cnót wszelakich polskich demonstrantów. Z uporem i wcale nie maniaka, ale takiego amatorskiego socjologa wracam do gombrowiczowskiego terminu „upupienie”. Proszę wybaczyć, ale jeśli tak wyglądają marsze „neonazistów”, „faszystów” i czy innych „ksenofobów”, to powiem, że cała ta zabawa nawet porządnej prywatki z gotowaniem rybek w akwarium nie przypomina. Ulica ma swoje prawa, na ulicę wychodzi się w ostateczności, gdy już puściły wszelkie emocje i zdechła jakakolwiek nadzieja.

Strony