marsz



share

Wiem, wiem, niespecjalnie lubi się takie teksty, które na starcie nie pozostawiają złudzeń, będzie krytycznie, ale konstruktywnie. Lubić się nie lubi, za to chętnie się wypisuje o zdradzie i przeszłości autora, który się zdemaskował. Niech będzie i nawet powiem więcej, ze wszystkich tekstów oraz paszkwili, jakie w swoim czasie pod adresem Jarosława Kaczyńskiego popełniłem, tekst o jego przeszłości opozycyjnej nie stracił na aktualności. Próba uczynienia z Jarosława Kaczyńskiego lidera opozycji PRL jest zwyczajnie żałosna i niczemu nie służy, niczemu poważnemu. Jarosław był szeregowcem, w najlepszym razie, do tego sam się spalił w roli bohatera, dając legendarny wywiad „wstałem w południe i nie wiedziałem co się dzieje”. Zupełnie inaczej mają się sprawy z Lechem Kaczyńskim, tutaj z kolei skrzywdzono śp.



share

Wyłamuję się ze swojej niezłomnej zasady i zacytuję życie rodzinne. Pomyślałem sobie, że spytam młode pokolenie, no i spytałem. Krzyczę: „Chodź, chodź, zobacz”. Przyszła z jedenastoletnim bagażem życiowym i pyta: ”Ale co?”. Pokazuję palcem na telewizor: „No to!”. Konsternacja, a potem odpowiedź: „Które, gdzie?”. Z mojej strony zadowolenie i powtórzenie: „No tamto, patrz!”. Ponowna konsternacja: „To? No i co? Stoją sobie”. Tak sobie właśnie stali i patrzyli na koguty radiowozów puszczające sygnały w nieboskłon. Niemal natychmiast skojarzyło mi się marzenie brytyjskich, hiszpańskich i greckich służb prewencyjnych. Wychodzą służby na ulice, widzą na czele pochodu jakichś dziesięciu z zimnymi ogniami i krzyczą przez megafon: „Stop! Będziemy robili interwencję”. Tłum staje, jednostki prewencyjne guzdrzą się ponad godzinę z usunięciem dziesięciu wojowników z zimnymi pochodniami, poczym 50 tysięcy ludzi rusza dalej w „awanturniczym”, radykalnym marszu.



share

50 tys. na przemarszu po Warszawie jako zaczyn dla nowego otwarcia. Czym ma być nowe otwarcie? Przywróceniem podmiotowości obywatelom i naprawą państwa. Tyle usłyszałem z ględzenia polityków obecnej opozycji z prawej strony sali i tyle samo można wyczytać na stronach „Nowego Ekranu” i innych prawicowych przystawek internetowych. Co się pod tymi szczytnymi hasłami kryje nie wie jak na razie nikt, ale jak to zwykle bywa przy każdym nowym rozdaniu – ma być lepiej. Ba, nie tylko lepiej, ma być normalnie. Sęk w tym że to co dla znacznej części prawej strony wydaje się być normalne dla mnie w żadnym wypadku normą nie jest i nie będzie. Jakoś nie mogę się pozbyć wrażenia, że carte blanche dla PiSu opera się na wierze w partię i prezesa, a nie na racjonalnych przesłankach wynikających z określonego programu. No właśnie kurwa mać gdzie ten program?

Strony