lustro



share

Żeby popatrzeć na siebie z niewielkiego dystansu, jedni płodzą dzieci, drudzy kupują lustro. Można też pójść na wybory, ale ja wybrałem tańszą opcję. Jeszcze mi nie odbiło. W przeciwieństwie do dzieci lustro można bezkarnie zbić lub powiesić na haku w łazience. Lustro nie czeka też 20 wydumanych lat, by nieudolnie wypaczyć nasze błędy, tylko w czasie rzeczywistym idzie z nami ręka w rękę, grymas w grymas, siniak w oko. I podobnie jak dzieci, poda nam herbatę tylko wtedy, kiedy sami sobie podamy. Tyle reklamy bezpłodności, witam Państwa po krótkiej przerwie.



share

Spałem jak zabity, na szczęście obudziłem się wpół żywy. Nie wiem, czy przeżyłem. Szklanka zsiadłego na mój widok mleka postawiła mnie na nogi i zmyła resztki słodkiej miny. Jestem gotów, znowu żyję. Codzienność, jest się z czego cieszyć. Nowo narodzony, a stoję o własnych siłach jak przewaga perspektyw, której łaknę każdym zamierzonym uczynkiem. Robię wszystko, aby nie pod siebie, większość za mną. Krążące złe myśli są po to, by uczynki mogły być lepsze. Na ulicy bez zmian prócz padającego nastroju. Na ulicy, moja ulica to raptem chodnik. Mijam świat na światłach mijania, przechodzę na czerwonym po zielonym, czasem wpadam kogutem na psi brąz na medal czepiający się mej szyi. Gdybym prowadził, miałbym okazję kogoś przejechać, a tak to tylko chwilowo ponętne kobiety, które brzydkie, gdy sam się obracam, mają coś w sobie – mnie. W marzeniach i w dupie. Niby o to chodzi, a jednak. Wracam po tym do domu jak struty i mógłbym tak w kółko, gdybym umiał wytrzymać.



share

Pan Ignacy Lajkonik stał na balkonie i z niepokojem nasłuchiwał odległych jeszcze grzmotów i dudnień nadciągającej burzy. Ostatnie doświadczenia w tym względzie nauczyły go jednego: kiedy tylko słychać, że zbliża się nawałnica, należy w podskokach obiec mieszkanie i pozamykać wszystkie okna i lufciki. Inaczej do środka może dostać się deszcz (pół godziny wycierania, sześć ścierek do suszenia), grad (poślizg i bolesne stłuczenie miejsca, gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę), a nawet niewielkie tornado (dwie godziny żmudnego rozplątywania kabli i zasłonek oraz sortowania pomieszanych maszynopisów, ale po stronie plusów – nareszcie porządnie potasowana talia kart). Mieszkanie pana Lajkonika wyglądało tak czasem po wizycie kuzynki Euforii, ale po pierwsze kuzynkę dało się ugłaskać – czego o burzy powiedzieć nie sposób – a po drugie tej wiosny Euforia nawiedzała pana Ignacego nieporównanie rzadziej niż gwałtowne zjawiska atmosferyczne. Co sobie zresztą bardzo chwalił.

Strony