lustracja



share

Trudna sztuka analogii, jest w RPIII gwałcona nieustannie i celowo sprowadzana do absurdu, bo takie jest podstawowe narzędzie relatywizmu. Porównuje się wszystko ze wszystkim i wszystkich ze wszystkimi, tak wygląda taśma produkcyjna, na której mózgi przerabia się na wodę. Wieść o tym, że aktor Jerzy Zelnik tuż po odebraniu dowodu przez klika lat miał kontakty z SB, natychmiast została porównana z donoszeniem Wałęsy na swoich kolegów za pieniądze. Co te dwie sprawy rzeczywiście łączy. Istnieją trzy kryteria wspólne. Na pierwszym miejscu fakty i tutaj siłą rzeczy kończy się dyskusja. Faktem jest, że Jerzy Zelnik podpisał kwit zobowiązujący do współpracy z SB i to samo zrobił Wałęsa. Po drugie ocena faktów, która też musi być tożsama. Chluby nikomu współpraca z SB nie przynosi i wszelkie próby relatywizowania godne są najwyższej pogardy.



share

I kryzys lustracyjny - uchwała lustracyjna
Był to kryzys najbardziej znaczący i przyniósł ze sobą najbardziej dalekosiężne konsekwencje.
Po wyborach kontraktowych, powstaniu rządu Mazowieckiego w zwycięskim obozie solidarnościowym zaczęły rysować się dwie tendencje:
1. umiarkowana najogólniej polegała ona na utrzymaniu umów okrągłostołowych, liderem intelektualnym ugrupowania wydawał się być B. Geremek, jego twarzą został zaś Tadeusz Mazowiecki 
2. radykalna najogólniej polegała na kontynuowaniu reform demokratycznych połączonych jednak z dekomunizacją. Intelektualnymi liderami wydawali się tu być bracia Kaczyńscy, zaś twarzą i liderem ruchu był Lech Wałęsa.
Próbą sił były wybory prezydenckie. Triumfował Wałęsa. Po zwycięstwie zdystansował się jednak od postulatów swojej frakcji przechodząc na pozycje centrowe. 



share

"Komorowski przegrał dlatego, że fala kłamstwa i nienawiści była już tak wielka, że nie był w stanie jej powstrzymać - mówił na antenie Programu I Polskiego Radia Stefan Niesiołowski.
(...) - Fala niesłychana idzie przez Polskę, myślę, że tą falę się uda jesienią zatrzymać, ale ta fala okazała się skuteczna - przekonywał polityk. Dodał, że kiedy w ostatnim tygodniu prowadził kampanię prezydenta Komorowskiego w kilku polskich miastach "nieustannie słyszał: Komorowski agent, morderca, zdrajca!". - To mówili zwykli ludzie, to już nie ta pisowska szczujnia - zastrzegł."

Pisze "Rzeczpospolita"...

Cóż...

Strony