LPR



share

Obiecałem i słowa dotrzymuję, daję sobie i wszystkim odpocząć od sprawy sadowej, niech mi jednak będzie wolno przypomnieć pewną okoliczność, niezwiązaną bezpośrednio ze procesem, jednak naocznie pokazującą zaistnienie, bądź też uziemienie, warunku brzegowego dowolnej medialnej sensacji. O procesie blogera, w który aż się roiło od medialnych frykasów dowiedziały się gminy i powiaty, mnie ten stan w żadnym stopniu nie martwi, ponieważ potwierdza dwie rzeczy: trędowatość blogera i wbrew pozorom siłę rażenia treści. Proszę sobie wyobrazić taki oto stan medialnej wrzawy: „Forma może nie ta, ale powinniśmy otworzyć dyskusję, czy w Polsce rzeczywiście występuje coś takiego jak gwałt na społeczeństwie w warunkach kryminalnych i ktora recydywa gwałci”. Najłagodniej i najbardziej eufemistycznie jak się da zaproponowałem temat „debaty publicznej” i wiadomo, że nie ma szans, aby tak postawiony problem mógł konkurować z „kure…m”, czy też „ona chce być zgwałcona dla mnie”.



share

Potrzebny nam jest i tyle, taki magnes z niego, ale my swoje o nim wiemy, książki nie kłamią.

Mniej więcej w tym tonie wypowiedział się były poseł LPR i raczej niedoszły eurodeputowany Andrzej Fedorowicz i proszę czytelnika, aby nie mylił nazwiska i imienia z tym Fedorowiczem i Bogu ducha winnym Andrzejem, a nawet z dwoma tymi Fedorowiczami i wszystkimi Andrzejami. To inny Fedorowicz i inny Andrzej, całkiem inny nie z tych Fedorowiczów, tylko z tamtego Fedorowicza. W Polsce wiedzą swoje różne i nie te Fedorowicze, ale jak się sponsor z Irlandii dowie, że mu się kampanię wszechpolską wiedzą psuje, to chyba inaczej z polskim oddziałem pogada.



share

W zasadzie nieważna jest motywacja, jedni mogą robić to dla zabawy, inni bo inaczej nie potrafią, jeszcze inni, ponieważ ktoś w końcu zauważył i ogłosił, że o to właśnie chodzi. Wszyscy o tym mówią, niewielu potrafi powiedzieć. Wolność słowa i swoboda wyrażania myśli, taki banalny temat wpadł mi do głowy i od razu uprzedzę, że pobieżnie temat potraktuję. Widziałem wczoraj dwa fragmenty medialnej rzeczywistości, a tę jak wiadomo raczej się kreuje niż odtwarza. Pierwszy fragment to rozmowa młodego działacza LPR, kolegi Bosaka i pani Katarasińskiej z PO. Teoretycznie pełna wolność słowa, rozmaici przedstawiciele rozmaitych gatunków opowiadają rozmaite rzeczy.

Strony