Lis



share

Chyba wycelowałem ze swoim wczorajszym felietonem w przyszłe sedno, taką mam nadzieję. Nie można pisać o referendum to wyjęto Lisa z szafy Goebbelsa… ano właśnie, komu nie wolno, temu wmówiono. Naturalnie, że wolno i tytułem ważnej dygresji napiszę dobitnie: „Idź na referendum w Warszawie – zmień kraj!”. A jeśli chodzi o Lisa przemalowanego na Goebbelsa, to jak żywy! W przeciwieństwie do prawiczków prawicowych nie mam najmniejszych zamiarów obłudnie ubolewać nad „nie stosujmy takich metod”. Pisałem wczoraj, powtórzę dziś. Na poziomie publicystycznym, społecznym, tak zwanym oddolnym, takie metody są jedynym środkiem do zniesienia asymetrii. To prawicowe prawiczki tłumaczą się od 20 lat z tego, że zabierają tlen światłej elicie PRL-u, a elita rzuca faszystami i żeby było zabawniej „korzeniami KPP”. Kolejny raz przypomnę też w jakiej się to wszystko odbywa skali.



share

Żarty dawno się skończyły, ale powagi też brakuje, wszystko zostało zastąpione histerią. Naczelny wielu tabloidów, niedościgniony w posuwisto-zwrotnych ruchach języka, funkcjonariusz medialny Tomasz Lis, popełnił był desperacki artykulik pod tytułem „Warszawa to Stalingrad Donalda Tuska”. Nie będę produkcji reklamował linkiem, proszę mi wierzyć, że tak napisał i kto nie musi niech sobie głowy czytaniem nie zawraca – to samo co zawsze, czyli wazelina. Mnie takie przykre obowiązki czytelnicze przynoszą, prócz katorgi intelektualnej, pewien rodzaj wiedzy, który pozwala na wyłapywanie nastrojów w obozie wroga. Lis wystawił ogon i bada kierunek wiatru, sprawdza, z której strony pod ogon mu zawieje. Jednak tak się zakręcił w badaniu kierunku sprzyjających wiatrów i puszczania gazów bojowych, że sam siebie skrytykował za jakość użytej metafory.



share

Wczoraj było wczoraj i tak mi się napisało, że pierwszy, który się wychyli z otwartą krytyką dogorywającej władzy zostanie bohaterem na lata. Dziś jest dziś i wychylił się, jak cię mogę, bohater. Tomek Lis opublikował w amerykańskim tygodniku dla ciemnogrodu nad Wisłą, że w partii bez alternatywy dzieją się rzeczy karygodne. Mało, że opublikował, on dodatkowo zdradził, że otrzymał dziesiątki sms-ów od kolegów z PO, którzy zadali retoryczne pytanie: „Co ty robisz, chcesz, żeby PiS wrócił do władzy?”. Cała historyjka nie byłaby warta uwagi, gdyby nie to, że opowieść odsłoniła mechanizmy, dotąd nazywane spiskiem. Lis opublikował sms-y z treścią poufałą i przez nikogo nie zmuszany pokazał, że większość kolegów z PO jest z nim na ty, co bezpośrednio wiąże się z troską o przyszłość narodu siłą wyciąganego z zaścianka. W artykule Newsweeka żadnej odwagi i bohaterstwa nie uświadczysz.

Strony