Lis



share

Żarty dawno się skończyły, ale powagi też brakuje, wszystko zostało zastąpione histerią. Naczelny wielu tabloidów, niedościgniony w posuwisto-zwrotnych ruchach języka, funkcjonariusz medialny Tomasz Lis, popełnił był desperacki artykulik pod tytułem „Warszawa to Stalingrad Donalda Tuska”. Nie będę produkcji reklamował linkiem, proszę mi wierzyć, że tak napisał i kto nie musi niech sobie głowy czytaniem nie zawraca – to samo co zawsze, czyli wazelina. Mnie takie przykre obowiązki czytelnicze przynoszą, prócz katorgi intelektualnej, pewien rodzaj wiedzy, który pozwala na wyłapywanie nastrojów w obozie wroga. Lis wystawił ogon i bada kierunek wiatru, sprawdza, z której strony pod ogon mu zawieje. Jednak tak się zakręcił w badaniu kierunku sprzyjających wiatrów i puszczania gazów bojowych, że sam siebie skrytykował za jakość użytej metafory.



share

Wczoraj było wczoraj i tak mi się napisało, że pierwszy, który się wychyli z otwartą krytyką dogorywającej władzy zostanie bohaterem na lata. Dziś jest dziś i wychylił się, jak cię mogę, bohater. Tomek Lis opublikował w amerykańskim tygodniku dla ciemnogrodu nad Wisłą, że w partii bez alternatywy dzieją się rzeczy karygodne. Mało, że opublikował, on dodatkowo zdradził, że otrzymał dziesiątki sms-ów od kolegów z PO, którzy zadali retoryczne pytanie: „Co ty robisz, chcesz, żeby PiS wrócił do władzy?”. Cała historyjka nie byłaby warta uwagi, gdyby nie to, że opowieść odsłoniła mechanizmy, dotąd nazywane spiskiem. Lis opublikował sms-y z treścią poufałą i przez nikogo nie zmuszany pokazał, że większość kolegów z PO jest z nim na ty, co bezpośrednio wiąże się z troską o przyszłość narodu siłą wyciąganego z zaścianka. W artykule Newsweeka żadnej odwagi i bohaterstwa nie uświadczysz.



share

Romek Giertych, mecenas wierchuszki PO, dokonał prymitywnej sztuczki prawnej i wyszedł z tego groźny komunikat: „Żądamy od Wprost 30 milionów oraz zakazu tytułu”. Stankiewicz, przytomny dziennikarz, który wprawdzie jest dziennikarzem pół na pół, ale jak na polskie realia można go nazwać przyzwoitym, wyjaśnił na czym sztuczka polega. Proces cywilny przy żądaniu zadośćuczynienia wymaga kaucji i nie są to kwoty bagatelne, ponieważ stanowią procent sumy, której domaga się powód. W przypadku 30 milionów Nowak musiałby wyskoczyć co najmniej ze 100 tysięcy, co z kolei dałoby do myślenia kolejnym tytułom prasowym i mediom, jakie one by nie były. Aby uniknąć podobnej, uczciwej ścieżki prawnej, mecenas Giertych zwrócił się do sądu o zabezpieczenie 30 milionów w firmie Wprost, ponieważ na taką kwotę klient z mecenasem szacują koszt zamieszczenia przeprosin we wszystkich poważnych gazetach, stacjach radiowych, portalach internetowych i telewizjach. Sprytne prawda?

Strony