Lis



share

Ze zdziwieniem, ale też z przerażeniem przecierałem oczy czytając pełne oburzenia komentarze, po sławetnym artykule w Newsweeku. Nie mam pojęcia, cóż takiego „skandalicznego” znalazło się w treści artykułu i na czym miałby polegać upadek obyczaju jeśli chodzi o sam fakt, że podobne artykuły pojawiały się zawsze. Nieskromnie pisząc sam popełniłem dziesiątki felietonów, w których z pełną swobodą pisałem o żydowskich korzeniach rozmaitych polityków i krewnych osób publicznych, tym bardziej nie ograniczałem się w ujawnianiu, kto w jakiej partii robił karierę. Histeryczne reakcje ukierunkowane na totalny absurd, czyli bezsensowną cenzurę i to w obszarze, który z niezrozumiałych względów stał się tabu, to coś śmiesznego i niebezpiecznego zarazem. Oczekiwałbym, zwłaszcza od dziennikarzy, którzy wiele razy pisali w identycznym tonie i z bardzo podobna intencją, jak napisał Newsweek, że nie będą podcinać gałęzi, na której wszyscy siedzimy.



share

Pogubiła się partia matka, to nie ma dziwne, że sieroty nie potrafią się odnaleźć. Na dzień przed rezygnacją Ostachowicza i zwróceniem kasy przez Wasiak, Lis z Żakowskim wysmarowali jakże charakterystyczną lojalkę i agitkę jednocześnie. Przesłanie ich paszkwilów było jednoznaczne, znane i stosowane od lat. Krytykujesz synekury dla kolesiów? No, to cię mamy zawistniku i nieudaczniku. Każdy przydupas władzy, czy też inny tuz, który się wybił na dobrze uposażonego agitatora zawsze i wszędzie stosuje te same schematy. Lis i Żakowski nie mogą pisać mądrz nawet gdyby potrafili, oni są zobowiązani walczyć o utrzymanie tego, co mają i dzięki komu mają. Prócz schematu: „zaglądasz ludziom do kieszeni” – jesteś polaczkowatym zawistnikiem i niczego w życiu nie osiągnąłeś, istnieje cała gama podobnych mechanizmów zamykających gęby trzeźwo myślącym.



share

Temat nie byłby wart jednego stuknięcia w klawiaturę, ale widzę, że pojawiające się komentarze lecą schematem, w który też na początku wpadłem. W programie „Lis na żywo” miała miejsce tak żenująca scena, że nawet Lisa i Tuska zatkało. Gdy do studia wchodził „papież Europy” podniecona i wzruszona działaczka warszawskiej młodzieżówki PO zaintonowała „Sto lat”. W takich przypadkach człowiek jako tako wychowany, choćby nie chciał, to odruchowo wstanie i bodaj pod nosem coś wymamrocze. Lis się skurczył, sięgnął po wodę i nie zaśpiewał ani jednej nuty, a po całej grotesce od razu zwrócił się do publiczności o alibi: „powiedzcie, że to nie mój pomysł, że ja nie mam z tym nic wspólnego”. Tusk poczuł się równie głupio i zaczął dziękować za gromkie „Sto lat”, ale zaraz potem dodał, że wygląda mu to na małą inscenizację.

Strony