Lis



share

Od dwóch tygodni z rozbawieniem czytałem rozmaite wpisy, które odnosiły się do „gejmczendżer”. To taki nowy makaronizm lansowany przez wybitnych komentatorów odnoszący się do nagłej zmiany, czyli po polsku „przełomu”. Nie jestem w stanie zliczyć wszystkich „gejmczendżerów”, ale było tego multum, poczynając od spotu z rodziną Komorowskiego, kończąc na debacie. Pobożne życzenia i zaklinanie rzeczywistości w końcu przyniosły skutek, jednak z całą pewnością nie o to się modlili sztabowcy i twardy elektorat Komorowskiego. Przełomem okazał się program Lisa z udziałem 3 zwolenników tego samego kandydata i już ten fakt wywołał burzę w Internecie, ale dopiero ordynarna i topornie odegrana scena propagandowa przyniosła „gejmczendżer”. Teatrzyk w wykonaniu Lisa i Karolaka, w którym dwóch obślinionych... "tatusiów" zaatakowało dwudziestoletnią córkę Andrzeja Dudy, dla przeciętnego człowieka jest granicą nie do przekroczenia.



share

Cienka prowokacja Newsweeka z żydowskim teściem Andrzeja Dudy obróciła się drugim końcem i wylądowała na rudej kicie. Wbrew oczekiwaniom i zamiarom paszkwil nie spodobał się przede wszystkim Żydom i poprawnym politycznie, w efekcie tak się porobiło, że Lis przez własne środowisko został zapędzony do nory i próbuje się z niej jakoś wygrzebać. Idzie mu bardzo średnio, sam fakt, że TEN Tomasz Lis, którego można posądzić o wszystko, byle nie o szanowanie dóbr osobistych, straszy sądem Pawła Śpiewaka, jest pierwszą porażką onucy władzy, zwanej dla niepoznaki redaktorem. Klasyczna resortowa bezczelność, wywołana resortowym strachem, a panika, jak wiadomo, powoduje utratę rozumu i nawet instynktu samozachowawczego. Nim i o ile w ogóle do jakiejkolwiek rozprawy przed sądem dojdzie, Paweł Śpiewak ma po swojej stronie 95% sympatii opinii publicznej od lewa do prawa.



share

Ze zdziwieniem, ale też z przerażeniem przecierałem oczy czytając pełne oburzenia komentarze, po sławetnym artykule w Newsweeku. Nie mam pojęcia, cóż takiego „skandalicznego” znalazło się w treści artykułu i na czym miałby polegać upadek obyczaju jeśli chodzi o sam fakt, że podobne artykuły pojawiały się zawsze. Nieskromnie pisząc sam popełniłem dziesiątki felietonów, w których z pełną swobodą pisałem o żydowskich korzeniach rozmaitych polityków i krewnych osób publicznych, tym bardziej nie ograniczałem się w ujawnianiu, kto w jakiej partii robił karierę. Histeryczne reakcje ukierunkowane na totalny absurd, czyli bezsensowną cenzurę i to w obszarze, który z niezrozumiałych względów stał się tabu, to coś śmiesznego i niebezpiecznego zarazem. Oczekiwałbym, zwłaszcza od dziennikarzy, którzy wiele razy pisali w identycznym tonie i z bardzo podobna intencją, jak napisał Newsweek, że nie będą podcinać gałęzi, na której wszyscy siedzimy.

Strony