Lis



share

Ponad rok od ujawnienia tak zwanych taśm „grupa, która przestaje trzymać władzę” w ciężkiej panice zaczęła szukać ucieczki w ślepej uliczce. Roman Giertych reprezentujący jednocześnie Zbigniewa Stonogę, który ujawnił nagrania z knajpy „Sowa i Przyjaciele” i Radosława Sikorskiego, pokrzywdzonego w związku z tą sprawą, postanowił się ośmieszać snuciem… teorii spiskowych. Zarzuty kierowane przez Giertycha dotyczą sprawczej roli PiS w nagrywaniu i kolportowaniu taśm. Za Giertychem poszedł podejrzewany o składanie fałszywych zeznań (oświadczenia majątkowe) Michał Kamiński i zapowiedział, że już wkrótce poznamy całą prawdę o „taśmach”. Ci dwaj kompletnie skompromitowani komedianci wypowiedzieli swoje wodewilowe kwestie prawie w tym samym czasie i posłużyli się tą samą „przesłanką” – na nagraniach nie ma polityków PiS. Wydłużę listę podejrzanych, nie ma też: Komorowskiego, Kopacz, Giertycha, Kamińskiego, Lisa i Karolaka.



share

Od dwóch tygodni z rozbawieniem czytałem rozmaite wpisy, które odnosiły się do „gejmczendżer”. To taki nowy makaronizm lansowany przez wybitnych komentatorów odnoszący się do nagłej zmiany, czyli po polsku „przełomu”. Nie jestem w stanie zliczyć wszystkich „gejmczendżerów”, ale było tego multum, poczynając od spotu z rodziną Komorowskiego, kończąc na debacie. Pobożne życzenia i zaklinanie rzeczywistości w końcu przyniosły skutek, jednak z całą pewnością nie o to się modlili sztabowcy i twardy elektorat Komorowskiego. Przełomem okazał się program Lisa z udziałem 3 zwolenników tego samego kandydata i już ten fakt wywołał burzę w Internecie, ale dopiero ordynarna i topornie odegrana scena propagandowa przyniosła „gejmczendżer”. Teatrzyk w wykonaniu Lisa i Karolaka, w którym dwóch obślinionych... "tatusiów" zaatakowało dwudziestoletnią córkę Andrzeja Dudy, dla przeciętnego człowieka jest granicą nie do przekroczenia.



share

Cienka prowokacja Newsweeka z żydowskim teściem Andrzeja Dudy obróciła się drugim końcem i wylądowała na rudej kicie. Wbrew oczekiwaniom i zamiarom paszkwil nie spodobał się przede wszystkim Żydom i poprawnym politycznie, w efekcie tak się porobiło, że Lis przez własne środowisko został zapędzony do nory i próbuje się z niej jakoś wygrzebać. Idzie mu bardzo średnio, sam fakt, że TEN Tomasz Lis, którego można posądzić o wszystko, byle nie o szanowanie dóbr osobistych, straszy sądem Pawła Śpiewaka, jest pierwszą porażką onucy władzy, zwanej dla niepoznaki redaktorem. Klasyczna resortowa bezczelność, wywołana resortowym strachem, a panika, jak wiadomo, powoduje utratę rozumu i nawet instynktu samozachowawczego. Nim i o ile w ogóle do jakiejkolwiek rozprawy przed sądem dojdzie, Paweł Śpiewak ma po swojej stronie 95% sympatii opinii publicznej od lewa do prawa.

Strony