Lis



share

O tym, że właściciele lokalnych struktur traktują Polskę jak Mozambik wiadomo nie od dziś. Przykładów i dowodów na tę tezę jest aż nadto, ale chciałbym zwrócić szczególną uwagę na jeden z nich. Obojętnie czy Newsweek Polska należy do Niemców, Anglików albo Amerykanów, pewne jest, że Newsweek Germany lub Newsweek Holland, po tym jak się zeszmacił naczelny Lis, miałby problemy w tej skali, którą zaliczył News of the Word. Przypomnę, że ten najstarszy tabloid, będący niedzielnym wydaniem „The Sun” był największy i najstarszy na brytyjskim rynku prasy. Po 168 latach w wyniku procesów sądowych związanych z aferą podsłuchową, gazetka się zwinęła i jej nie ma. Takie standardy są normą w normalnych krajach, nie w koloniach medialnych. W Polsce Lis jeszcze żyje tylko dlatego, że to nie jest Polska, ale RPIII traktowana przez medialnych nadzorców jak trzeci świat.



share

Środek tygodnia to doskonały czas, żeby się trochę zabawić intelektualnie, bo już po ciężkim poniedziałku i blisko radosnego piątku. Całkiem poważnie stawiam tytułową tezę, chociaż oczywiście jest też w tym sporo dystansu i lekkie zmrużenie oka. Dokładnie chodzi o prostą rzecz, mianowicie start od zera i samodzielne kroczenie do celu, wbrew niesprzyjającym okolicznościom, co jest całkowitym zaprzeczeniem mecenatu. Byt internetowy Matka Kurka i wiele innych bytów z rozmaitych dziedzin, którym sieć umożliwiła realizację planów, startował od zera i bez żadnej pomocy. Po kilku latach ciężkiej pracy, można bez fałszywej skromności mówić o marce, a już na pewno o rozpoznawalności i trwałym miejscu wśród silnej konkurencji. Zagrozić Matce Kurce może tylko i wyłącznie sam Matka Kurka, przed czym publicznie Matkę Kurkę przestrzegam. Poza tym, żadnych innych zagrożeń nie ma, o ile wykluczymy wyłączenie Internetu, czy wojnę z kataklizmem.



share

Wiadomość o śmierci słynnego „doktora Jana” z całą pewnością wywołała sensację w wielu środowiskach, ale jestem więcej niż pewien, że pierwsze „teorie spiskowe” nie powstały w prawicowych mediach. Oczyma wyobraźni widzę dziesiątki biznesmenów, polityków, dziennikarzy i pozostałe osoby ze świecznika, które teraz zadają sobie jedno pytanie. Kto się na to odważył i co to ma znaczyć? Nie Antoni Macierewicz, tylko Aleksander Kwaśniewski siedzi jak na szpilkach i myśli dlaczego „podrzucili pijaczka pod koła”. O to samo pytają rozmaici ludzie z branży, związani i niezwiązani z Kulczykiem, a wszyscy razem z rozdziawionymi gębami rozglądają się wokół siebie. I mało ważne jaka jest prawda o „zawale” oligarchy z PRL-u, właśnie w tym rzecz, że towarzystwo może się jedynie domyślać, skąd powiało taką grozą i w jakim kierunku ustawić żagle. Śmierć Kulczyka jest symbolicznym nahajem, bez względu na okoliczności zgonu i bzdury wypowiadane w telewizji.

Strony