Legia



share

Samograje publicystyczne to jest coś czego szczerzę nienawidzę i używam słowa nienawiść z pełną premedytacją. Nienawidzę „debat” o aborcji, prawach „gejów”, parytetach i kibicach. Ci ostatni mają najgorszy PR i monotonną argumentację przypisaną do ich zachowań. Sam czuję się kibicem i gdy słyszę takie stereo, że kibic to bandzior albo patriota zbierający pieniądze na dom dziecka, to nienawiść do debaty publicznej we mnie promieniuje. Dylemat mycia rąk kosztem nóg jest bardzo prosty do rozwiązania znaną od lat metodą obdzielającą ziarno od plewy, ale przy takim przesiewie nie byłoby „zabawy”. Dlatego też zawsze kibic będzie bandytą lub patriotą, w zależności od wyznania wiary oceniającego. Podobnie jest z aborcją, „gejami” i tak dalej, gdzie nie występują inne kolory niż czarny i biały.



share

Zawsze i wszędzie mam w najgłębszym poważaniu tematy tabu i nietykalnych, dlatego mnie dyplomatyczne milczenie w obliczu oczywistości nigdy nie zaknebluje. 1000 razy stawałem w obronie Polski, Polaków i naszego świętego prawa do samostanowienia. 2000 razy nie zostawiałem suchej nitki na wszelkiego rodzaju organizacjach miejscowych i międzynarodowych, które zapędzają Polaków do kąta i każą klęczeć za karę na grochu. Za jaką karę? Za różne idiotyzmy, choćby takie, że nowoczesność postrzega się przez pryzmat, za przeproszeniem, dupy, a patriotyzmowi domalowuje się swastykę. Tak było i to się nie zmieni, natomiast nigdy i nigdzie nie będę bronił głupoty, tandety i prowincjonalnych pajaców udających ułanów.



share

Ufffff...dużo tych rzeczy, ale żadna nie od rzeczy.
Nemanja Nikolić strzela w Legii jak na zawołanie, w poznańskim klubie powiadaja, że "wicie, rozumicie" obserwowaliśmy go na Węgrzech od roku, ale nam nie pasował do KONCEPCJI zespołu. Fakt - Lech to zupełnie inny (sportowy, mentalny i organizacyjny) poziom....
Tak śmieszne, jak cały Lech (Amica wlaściwie - bo na jej kwitach egzystuje klub z Poznania) z ich "majstrem" i innym "kolejorzem". Ponoć różnić należy się pięknie, ale jakoś chlubie Wielkopolski ciężko cieszyć się własnymi przymiotami bez ciagłych odwoływań do znienawidzonego klubu ze "wschodniej", "wsiowej" i "słoikowej" Warszawy.
A gdyby tak skasować połączenie kolejowe Poznań - Warszawa, czym by do roboty w tej słoikowej Warszawie wielkomiejscy poznaniacy tydzień w tydzień przyjeżdżali?
Jest takie coś jak lokalny patriotyzm - ponoć jest, bo jakoś poza prowincjonalnym partykularyzmem trudno cokolwiek innego zauważyć.

Strony