Kurski



share

No dobrze, troszkę się pośpieszyłem, przecież to absolutnie świeża, można powiedzieć jeszcze ciepła sprawa. Dziś rano funkcjonariusze CBA zatrzymali burmistrza Włoch Artura W. dosłownie za rękę, gdy próbował ukryć 200 tysięcy złotych w garażu swojej rodziny. Akcja iście filmowa i „bohater” też filmowy, ale bardziej taki z filmów klasy B, czyli drobna gangsterka i złodziejstwo. Tym bardziej dziwi fakt, że wierchuszka PO jeszcze nie zwołała konferencji i nie zaczęła „Szczerze” opowiadać o standardach w polityce oraz samorządzie mafijnym. O ile mój publicystyczny zapał można uznać za nadgorliwość, bo dwie godziny od zatrzymania to rzeczywiście krótki okres, o tyle nie jestem pewien, czy za rok niniejszy felieton nadal nie będzie aktualny.



share

Na czele największej i jedynej telewizji, którą można uczynić telewizją o profilu konserwatywnym i tylko takim, stoi cyniczny karierowicz, człowiek bez żadnego kręgosłupa moralnego, wielokrotnie skompromitowany i kompromitujący środowiska, w jakich funkcjonował. Najbardziej prawicowym z prawicowych przypomnę, że Kurski odchodząc z PiS natychmiast trafił do programów TVN, gdzie opowiadał o Smoleńsku tylko trochę inaczej niż Lasek. Zawsze i wszędzie Kurski w czasie próby zdradzał, nie tylko partię i kolegów, ale swoich najbliższych. Przy tym wszystkim gust i polot Kurskiego, to jest poziom poniżej disco polo i tu akurat nikogo nie udaje, on taki jest. I ten człowiek ma być „wizytówką” prawdy oraz walki o polskie interesy?



Wieczna wojna jakości z tandetą i szmiry ze sztuką jest pacyfikowana, jakże głupio używaną sentencją łacińską: „o gustach się nie dyskutuje”. Trzeba zacząć od tego, że owe słowa zostały wypowiedziane w czasie, gdy coś takiego jak bezguście praktycznie nie istniało. Nie licząc „dzieł” Nerona, w starożytnym Rzymie do sztuki, kultury, podobnie, jaki i nauki, nie byli dopuszczani analfabeci. Filozofowie, poeci, malarze prezentowali najwyższy poziom, reszta to rzemieślnicy, którzy z powodzeniem ośmieszyliby współczesnych „artystów”. Kontekst i odniesienie tej słynnej sentencji są jednoznacznie pozytywne, poeta miał na myśli tyle, że nie dyskutuje się o tym, czy Seneka, czy Cyceron jest bardziej „cool”.

Strony