kultura



share

Przy okazji corocznego rytuału – „buczenie na Powązkach”, wzięło i mi się przelało. Ze wszystkich rzeczy na tym łez padole hipokryzji i śmieszności nie cierpię szczególnie. Pamiętam samego siebie, gdy pisałem, że cmentarz to jednak nie jest szczęśliwe miejsce do wyrażania głośnego sprzeciwu. Pamiętam też, że takie zachowania uznawałem za szkodliwe politycznie, ale są zjawiska, które się nasilają i zmieniają punkt widzenia. Obejrzałem jeszcze raz trzy medialne sceny z Powązek. Rzeczywiście w pierwszej sytuacji, gdy wieniec składała łżąca jak z nut Ewa Kopacz razem z urzędniczą świtą, część zgromadzonych zaczęła buczeć i gwizdać. Trudno się też oprzeć wrażeniu, że to gwizdanie i buczenie nie zostało nagrane kierunkowym mikrofonem, który wychwyciłby pierdnięcie wiewiórki, bo szmery okazały się głośniejsze od wojskowego werbla. W drugiej scenie podły oklaski i tutaj mam poważne wątpliwości dla kogo.



share

Lourdes byla niebrzydka dziewczyna o smaglej cerze i kruczoczarnych wlosach. Pracowala jako pokojowka w bogatym domu w South Carolina, wykonujac sumiennie powierzone jej obowiazki i nie narzekajac na swoj los.



share

Wydaje sie, ze historia zupelnie nieprawdopodobna a jednak wydarzyla sie naprawde kilka lat temu:

Strony