kopacz



share

Zabierzcie małpie brzytwę – tyle chce się powiedzieć po dzisiejszych konwencjach, w odniesieniu do „narracji” PiS. Kompletnie nie zgadzam się z opiniami, że cokolwiek się robi, to i tak w mediach się przegrywa. Znów odwołam się do własnych doświadczeń i proponuje prześledzić nagłówki w GW, które relacjonowały wiadomy proces. Zaczęło się od wygranej strasznego pana w krótkich spodenkach, skończyło się na „wygrał, ale przegrał”. Takie gadanie, że cokolwiek zrobimy nie ma wpływu na kreowaną rzeczywistość, jest de facto wywieszeniem białej flagi. Trzeba porywać się na cele, które ledwo dostrzegamy na horyzoncie, oczywiście jeśli chcemy coś wielkiego osiągnąć. Z nastawieniem „nie mamy szans” lepiej nie wychylać nosa z chałupy. Gdy się marzy o przejęciu władzy w Polsce, to chyba należy mówić o celach najwyższych, zatem biadolenie na temat TVN i GW nie ma żadnego znaczenia. Internet staje się równorzędnym dla mediów tradycyjnych konkurentem, widać to na każdym kroku.



share

Nie sądziłem, że kiedykolwiek to napiszę, ale po wystąpieniu Kopacz bez cienia ironii uznaję rekordowe, trzygodzinne, expose Tuska za wyjątkowo interesujące. 45 minut w wykonaniu Kopacz było po stokroć bardziej nużące niż 3 godzina gadania Tuska i to w zupełności wystarczy za całe podsumowanie, dodam jednak kilka zdań, bo chociaż nie było czego słuchać, niestety jest o czym mówić. Expose nowej pani premier zaczęło się od podziękowań dla Tuska i skarcenia Kaczyńskiego, rzecz jasna w formie pełnej miłości, a dalej padł przekaz dnia: „zmieniamy rząd, ponieważ odnieśliśmy sukces”. Do tego momentu było zabawnie, potem zrobiło się nudno jak cholera, z dwoma przerwami na proste socjotechniki. W pierwszym mało subtelnym zabiegu zaangażowano weterana polskich „misji pokojowych”. Wiadomo, że nic tak nie zamyka gęby oponentom jak biedne, dziecko, niepełnosprawny na wózku albo bohater pól bitewnych. Padło na bohatera, z uwagi na potrzebę chwili.



share

Sam lubię sobie porozmyślać, poukładać rozmaite warianty, ale w ocenie bieżących wydarzeń wszelkie sensacyjne interpretacje zwyczajnie mnie nużą. Kombinowanie stylem konia ciągnącego wóz pod górę, że sprawa Ostachowicza i Wasiak jest jednym z ostatnich misternych akcji propagandowych Tuska właściwie nie jest sensacyjne, ani oryginalne, tylko po prostu głupie. Ewidentne wpadki ostro krytykowane od lewa do prawa nikomu nie służą, a już budowanie wokół nich teorii, że Tusk narobił bałaganu, aby Kopacz mogła w glorii i chwale zrobić porządek, zupełnie się kupy nie trzyma. Jest dokładnie odwrotnie, na mój gust wszystko wskazuje, że Ewce Kopacz podkłada się pierwsze świnie, które w najmniejszym stopniu martwią Tuska, chociaż niekoniecznie są jego samodzielnym dziełem, bo chętnych jest cała gromada. Tusk robi swoje, ktoś inny korzysta z okazji i tak się to chaotycznie fermentuje.

Strony