konwencja PiS



share

Tyle znaczą zaczepki Tuska, na ile dowcipu pozwoliłem sobie w tytule. Jeszcze trzy, cztery lata temu ta żałosna sztuczka robiłaby wrażenie, dziś Kaczyński może powiedzieć dosłownie wszystko, od najbardziej adekwatnego „pocałuj mnie w dupę Donald”, przez „głowa mnie boli”, aż po onetowskie „buhahaha”. Kaczorowi nic nie zaszkodzi z przedstawionego pakietu odpowiedzi, role się odwróciły, to Tusk na ostatnich nogach, z językiem na brodzie musi żebrać o zainteresowanie, przypominać o swoim dogorywającym istnieniu i szybciej mu Schetyna brzytwę poda niż Kaczyński się pochyli nad topielcem. Może sobie Donald gadać do Kaczora z takim samym skutkiem, jak ja sobie gadam do Donalda, dosłownie z takim samym. Jestem przekonany, że Kaczyński nawet tego nie słucha, a jeśli coś tam do niego dotrze uśmiechnie się pod nosem i pójdzie pogadać z Hofmanem o kolorze hasła kampanijnego, który się jakoś słabo wyróżniało na bladym tle. Sytuacja wygląda następująco.



share

Ilu się ten człowiek doczekał przydomków, przezwisk, inwektyw, pochlebstw i tytułów, to tego już nikt nie policzy, bo ciągle dochodzą nowe. Mowa oczywiście o Jarosławie Kaczyńskim, który odpoczywa teraz po konwencji wyborczej w Chorzowie.

Jak zwykle z pamięci i bez kartki przemawiał prezes, a czas się dłużył i znów nieuczciwe media jak zwykle sprowadziły ciekawy wywód do kilku skrótów semantycznych. Nic innego się nie cytuje w mediach jak tylko cytat z Jarosława Kaczyńskiego, który cytował media i teraz media cytują Jarosława, który cytował media. Strasznie to skomplikowane, ale gdy pominąć genezę cytatów, sam cytat jest brutalnie prosty: „demolka państwa”. Tak powiedział Jarosław Kaczyński, cytując media, o finansach publicznych, które są pod opieką PO.