kompleksy



share

Maniakalny upór nie pozwala mi zrezygnować z pewnych tez, które są dla mnie niezmienne. Najszerzej pojęta prawica nigdy sobie nie zdawała i nie zdaje sprawy z siły popkultury, którą nie tylko lekceważy, ale i bezsensownie tępi. Z jednej strony słusznie, o ile chcemy budować kolejne społeczeństwo idealne z podręczników typu „Kapitał” albo „Tako rzecze Zaratustra”, z drugiej strony niezrozumienie i pozbywanie się narzędzi służących słusznej sprawie. Jedynym sukcesem prawicy w ostatnim czasie jest Powstanie Warszawskie, które stało się „modne” i to zwycięstwo było możliwe tylko i wyłącznie dzięki wzbudzeniu właściwych emocji w masowym odbiorcy. Politycznym marudzeniem, historycznymi egzegezami i nudnymi panelami, czego nie neguje i nie potępiam, nie udałoby się zmienić nastawienia Polaków do PW. Gdyby nie filmy, rockowe przeboje, komiksy i koszulki z nadrukiem „Polska Walcząca”, Michnik nadal sączyłby propagandę w gęstym sosie endeckiego antysemityzmu.



share

Niepostrzeżenie, ale wcale nie cicho, chociaż chyba przypadkiem, narodziła się nowa świecka tradycja. Z 1 Maja prawie wszyscy mają problem, bo jednym się kojarzy z Polską Ludową, a drudzy usiłują zapomnieć i wyjaśnić, że to nie święto dawnego drelichowego proletariatu, tylko dzisiejszych nowoczesnych ludzi pracy. Od tego tłumaczenia wystarczy zrobić jeden krok i oto znajdujemy się we właściwym miejscu, czyli w Pierwszomajowej Unii Europejskiej. Pomyli się boleśnie każdy naiwny, który uzna, że tym sposobem wychodzimy z PRL. Nic podobnego „poszliśmy do Europy” tak jak staliśmy, w peerelowskich butach i jesionce z elanowęłny. „Chodzenie do Europy” to nie moje kompleksy, ja z Europy nigdzie nie wychodziłem, to raczej, o słodki paradoksie, „nowocześni europejczycy” prosto z GS-u i Społem przeszli na prezesurę w „korpo”. Mentalności nie oszukasz dlatego nie należy się dziwić, że dzień w dzień atakują nas znane komediowe obrazki.



share

Kto miałby jeszcze jakiekolwiek wątpliwości albo złudzenia, jak będzie wyglądać polska prezydencja, a cyrk ten się zacznie lada dzień, po wizycie pani kanclerz Angeli Merkel powinien się uspokoić. Będzie nie tylko światowo, będzie po amerykańsku, przede wszystkim zniknie ta sztywność dyplomatyczna. Nie ma już pani kanclerz Angeli Merkel, teraz jest „droga Angela”. Nie będzie już szanowna pani, jaśnie wielmożna, jej ekscelencja, czy kanclerz, będzie ona. Taka zwykła ona z sopockiego podwórka, co się okazało podczas tej luźnej, amerykańskiej wizyty na ty. Należę do tych nieszczęśników, którzy mieli okazję obejrzeć rozgrzewkę polskiej prezydencji. Jakaś godzina gadki szmatki między fajowymi kumplami, hersztami z podwórka o podobnej sławie w mieście.

Strony