komisja



share

Uroczyście przysięgam, że nie miałem bladego pojęcia o tym, że Tusk dziś zeznaje przed komisją „vatowską”. Być może to mój rażący brak kompetencji, w końcu zajmuję się komentowaniem polityki niemal zawodowo, ale nawet gdyby tak było to jeszcze gorzej świadczy o statusie Tuska. Nie, nie odbiło mi i nie idę tropem „wina Tuska”, rzecz jest bardzo prosta do wytłumaczenia. Pierwsze wizyty „prezydenta Europy” w Polsce były zapowiadane na miesiąc przed wyznaczonym terminem. Trąbiono o tym wszędzie, dzień i noc, ze szczegółami, choćby takimi, że Tusk przyjdzie Pendolino.



share

Za chwilę pojawią się schematyczne komentarze, kto kogo i na co przerobił. Z ocenami zeznań Pawła Adamowicza vel „Budyń” będzie bardzo podobnie, jak ze wszystkimi pozostałymi świadkami komisji „Amber Gold”, ale jedna różnica już jest widoczna. Obejrzałem całe wystąpienie świadka i kompletnie nic się w mojej percepcji nie zmieniło. Jaki „Budyń” wszedł, taki wychodzi. Nikt tu nikogo nie przeorał, nie przerobił na kisiel, po prostu zobaczyliśmy kolejnego przedstawiciela kasty świętych krów, któremu przez lata włos z głowy nie spadł i jeszcze długo nie spadnie. Modelowy przykład, w jakim poczuciu bezkarności i pewności, żyli tacy ludzie, jak Adamowicz, bo doskonale wiedzieli, że wszystko mają pod pełną kontrolą.



share

Proszę o uważne przeczytanie tekstu, przed wyciągnięciem absurdalnych wniosków, że Matka Kurka pisze na zlecenie Tuska i jego ludzi. Po złożeniu zeznań przez Marcina P. jedno jest dla mnie oczywiste. Donald Tusk z całą pewnością nie był beneficjentem, a tym bardziej opiekunem Amber Gold, przeciwnie to ludzie, którzy stworzyli ten przekręt trzymali Tuska i wielu polityków PO za twarz. Skąd wniosek? Wystarczy na chwilę wczuć się w sytuację Marcina P. On jest oskarżonym i jednocześnie pionkiem w całej sprawie, bo ani Amber Gold nie wymyślił, ani miliardy złotych nie trafiły na jego konto.

Strony