kod



share

Wyznaczników poziomu zgnilizny i rozkładu społecznego, który wcześniej nazywał się ludową ojczyzną, a dziś członkiem europejskiej wspólnoty, jest całe mnóstwo. Wybiorę jeden i to wystarczy, by pokazać moralny bajzel uchodzący za „liberalną demokrację”. Twarzami żenującej akcji „Hejt stop” były największe chamy i prymitywy, jakie funkcjonują w Internecie. Nazwiska pominę, nie z obawy przed kolejnymi procesami, ale z obrzydzeniem i by nie robić prostactwu reklamy. Jednocześnie ta celebrycka tłuszcza non stop dyscyplinowała ludzi, których najpierw prowokowała, potem gnoiła i na końcu pokazywała wykrzywione ze złości twarze swoich ofiar. Narzędzie wyjątkowo prymitywne i jednocześnie śmiertelnie skuteczne. Zamiast kombinować i nieustannie zbierać w tyłek, czas wykonać tę samą serię działań w odbiciu lustrzanym. Żaden to problem, ale cięgle nie widzę odpowiedniej skali przedsięwzięcia, bo pierwsze próby na szczęście są już za nami.



share

Irytują mnie wszelkie quizy i głupkowate zabawy z cyklu wskaż trzy szczegóły, które odróżniają obrazki, ale tym razem nie ma wyjścia. Dla dobra nauki, czy też paranauki, zwanej socjologią, odwołuję się do konkursu. Proszę spojrzeć na powyższą fotografię i udając, że nie rozpoznajecie Państwo wioskowego znaczka na sweterkach, przypisać te jakże roześmiane twarze do konkretnego elektoratu. Dla ułatwienia podpowiedź w systemie audiotele. Czy to jest obciachowy, moherowy ciemnogród głosujący na PiS, a nawet na Rydzyka? Czy to jest wizerunek nowoczesnego, otwartego, europejskiego społeczeństwa obywatelskiego. Niestety nie będę mógł zebrać odpowiedzi, dlatego pozwolę sobie w ciemno założyć, że propaganda i przekazy podprogowe zrobiły swoje.



share

Napisało się A, to trzeba napisać B. Z góry zastrzegam, że nie miałem czasu zajmować się pierdołami o czym świadczy też pora publikacji felietonu. Na szybko przejrzałem relacje ze spędu KOD, od Wyborczej do Wpolityce. Widzę te same komentarze i zaklęcia co zawsze, zatem wniosek też się nie może zmienić. Nic się nie dzieje, stoimy w miejscu, połączone siły, które utraciły przysłowiowe koryto, utrzymują mniej więcej ten sam poziom frekwencji. O liczbie jak zwykle trudno mówić, ale jeśli kroczący w pierwszym szeregu stołeczny ratusz podaje, że było 80 tysięcy esbeków, kapusiów i zaczadzonych mediami, to realnie było co najwyżej pół z tego. Gwiazd z pierwszych stron gazet nie widziałem, oczywiście nie mam na myśli kadr partyjnych z PO, Nowoczesnej, byłej SLD i kawałek PSL, bo co to za gwiazdy. Pojawił się za to nowy element w marszu pokonanych. Z grubsza całe przedsięwzięcie można nazwać inicjatywą pozytywną.

Strony