kod

 

share

Biorę się za pisanie o niczym i złośliwi mają swój czas, aby powiedzieć, że to wszystko na czym się znam i robię co wieczór. Przyjmuję z pokorą tę przewidywalną ripostę i tym bardziej czuję się kompetentny, by pisać o opozycji. Gdzie jest opozycja? Od dziecka słyszałem podobne pytania w wykonaniu Dziadka, a Babcia, jak to w rodzinie zabużańskiej, odpowiadała: „Ja by ci pówidziała dzie…”. Tutaj następowało takie niedomówienie podkreślone wężykiem. Tradycja i geny się przeniosły i dziś o to samo pytam swoją lepszą połowę, ale Ona ma już cały pakiet odpowiednich komunikatów, które też przemilczę. Sprężam się i mimo wszystko spróbuje kulturalnie. Nie ma czegoś takiego jak opozycja, wyszła i nie wróciła. Przez 8 lat o PiS dało się powiedzieć najgorsze słowo, ale jednego wszyscy byli pewni – to jest opozycja. PiS w kontekście opozycji odmieniano na milion sposobów. Pozaustrojowa opozycja, faszyzująca opozycja, wieczna opozycja.



share

Jesteśmy po kolejnym pikniku ORMO i proszę mi wybaczyć tę mało wyszukaną paralelę, ale zwłaszcza po ostatnich popisach związanych z wypadkiem Prezydenta Andrzeja Dudu nie zamierzam się bawić w subtelności. Produkuję felieton w momencie, gdy ratusz stołeczny „policzył” już frekwencję. Idą plotki, że maszerowało 50 tysięcy, czyli pełna katastrofa, bo przypomnę, że w obronie esbeckiego kapusia miało maszerować 80 tysięcy. Wypadałoby napisać, że to nieważne, ale nie ma powodu do uników. Ważne, skoro uczestnicy całego cyrku nie mają odwagi kłamać na stałym poziomie, to wiadomo, że morale zdycha. Wszystko było do przewidzenia i na wiele miesięcy wcześniej dokładnie pisałem dlaczego stanie się tak, jak się musiało stać i czego świadkami jesteśmy dziś. Wskazywałem oczywiste powody, które w żaden sposób się nie zniosły. Podstawy problem ORMO polega na dwóch czynnikach. To są stare, zmęczone i skompromitowane twarze, spasione koty idące w pierwszym szeregu naiwnej rewolucji.

Strony