KE



share

Zaledwie wczoraj popełniłem felieton, który już dziś nabrał pełnej mocy sprawczej. Nie był to jakiś wielki wyczyn, ustawienie tematu „kasty” jako osi prezydenckiej kampanii wyborczej nie grzeszy szczególną oryginalnością, ale stało się faktem. Przemówienie Andrzeja Dudy w Zwoleniu zrobiło prawdziwą furorę i spodobało się najbardziej wymagającemu elektoratowi, o co tak łatwo nie jest. Bardzo długo wielu zawiedzionych wyborców pamiętało o wetach „sądowniczych” i krzyczało, że nigdy więcej „ten zdrajca” głosu nie dostanie. Opadły emocje, a raczej przyszły nowe i wszystko zaczęło się zmieniać na korzyść Andrzeja Dudy.



share

W natłoku zajęć nie mam tyle czasu, aby przeanalizować każdy paragraf z podpunktem i jeszcze prześledzić orzecznictwo, ale podstawowe dane wystarczą, żeby ocenić najnowszy ruch KE. Przede wszystkim zacznijmy od rzeczy podstawowych. Mamy dwie duże sprawy na stole europejskim, to jest odwieczna walka ideologiczna i budżet, do którego pierwszy raz nie dołoży się rozsądna i uciekająca z UE Wielka Brytania. „Wartości europejskie” to neomarksizm w czystej postaci i tutaj Polska z Węgrami zawsze będą na cenzurowanym dla samej zasady. W Polsce mogłoby nie być sądów albo pierwszy sekretarz PO mógłby wydawać wyroki i żaden TSUE, by tego nie kwestionował.



share

Jest takie określenie dla smaku potraw i stanu ducha, które będę zmuszony sparafrazować, aby wstępnie ocenić komentarze opozycji po sukcesie Polski. Nie słodko-kwaśny, ale irytująco-zabawny. Dla polityków opozycji był to jeden z bardziej czarnych dni , wszystko przygotowano pod „narrację”, że Polska nie ma żadnego znaczenia w Europie, jest skłócona ze wszystkimi i nikt nas nie dopuszcza do stołu. I nagle cały misterny plan poszedł… sobie gdzieś. Wtedy na szybko geniusze z opozycji wypluli z siebie irytująco-zabawną opowiastkę o tym, że PiS przegrał, bo zamiast Holendra wybrał Niemkę. Przyznaję, że mnie to tylko przez chwilę irytowało, potem ubawiłem się do łez.

Strony