kary



share

Przyznać się, ale szczerze, jak na spowiedzi, kto przewidział scenariusz kończącego się tygodnia. Dla przypomnienia przywołałam dwie najgłośniejsze sprawy, którymi żyliśmy na początku tygodnia. Numerem jeden była kara, jaką TSUE miało nałożyć na Polskę. Gigantyczna, gargantuiczna, himalajska i tylko gdzie niegdzie było słychać, że wysoka, a chodziło o dwa miliony euro dziennie. Polska byłaby obciążona takimi kosztami, o ile nie zastosuje się do zabezpieczania nakazującego „zawieszenie” Izby Dyscyplinarnej. Druga sprawa to tani melodramat pod tytułem „listy KRS”, o tym spektaklu „wszyscy wszystko wiedzą”, zatem w szczegóły się nie wdaję.



share

W każdej tego typu sprawie, jak wolność słowa, mediów, itp., ludzie najpierw włączają emocje, potem rozum, o ile w ogóle ta druga czynność ma miejsce. Druga rzecz to mieszanie porządków prawnych i moralnych, a podstawowa definicja porządkująca te dwa żywioły jest bardzo prosta. Nie wszystko, co niemoralne jest bezprawne i przykłady tego typu działań i zachowań można mnożyć w nieskończoność. Pierwszy z brzegu i dość popularny, to skok w bok. Czy zdrada męża albo żony jest moralna? Dla mnie nie tylko niemoralna, ale kończąca związek, jednak za to nie idzie się do więzienia.



share

Zawsze i wszędzie mam w najgłębszym poważaniu tematy tabu i nietykalnych, dlatego mnie dyplomatyczne milczenie w obliczu oczywistości nigdy nie zaknebluje. 1000 razy stawałem w obronie Polski, Polaków i naszego świętego prawa do samostanowienia. 2000 razy nie zostawiałem suchej nitki na wszelkiego rodzaju organizacjach miejscowych i międzynarodowych, które zapędzają Polaków do kąta i każą klęczeć za karę na grochu. Za jaką karę? Za różne idiotyzmy, choćby takie, że nowoczesność postrzega się przez pryzmat, za przeproszeniem, dupy, a patriotyzmowi domalowuje się swastykę. Tak było i to się nie zmieni, natomiast nigdy i nigdzie nie będę bronił głupoty, tandety i prowincjonalnych pajaców udających ułanów.

Strony