kadry



share

Nie pamiętam kiedy ostatni raz tak bardzo się męczyłem nad poszukiwaniem tematu do felietonu, jak umęczyłem się dziś. Trzy razy zaczynałem pisać tekst i trzeci raz zmieniam tytuł, ale w końcu uspokoiłem wewnętrzne rozedrganie i jak nigdy poszedłem na kompromis. Protest przeciw „pandemicznej” paranoi jest we mnie tak silny, że zaczynam się obawiać spełnienia życzeń wielu moich wrogów. Może rzeczywiście sam za chwilę zwariuję i już nie wyjdę z oddziału zamkniętego, dlatego w porozumieniu z własnym rozumem i sumieniem, postanowiłem odsapnąć i dać odsapnąć Czytelnikom od jednego tematu. Nie znaczy to wcale, że proponuję lekką i przyjemną lekturę na dzisiejsze popołudnie, niestety nie.



share

Chyba już wszystko napisano o sporach kompetencyjnych, konstytucyjności i przewadze prawa krajowego nad europejskim lub odwrotnie. Codzienne dawki świeżych konfliktów, wykładni podporządkowanych interesom poszczególnych stron i zabiegów na granicy prawa albo i poza tą granicą, doprowadziły do kompletnego chaosu w najszerzej pojętym wymiarze sprawiedliwości. Wszelkie działania podejmowane przez poszczególne organy są ocenianie jedynie przez pryzmat własnych, politycznych, interesów i służą utrzymaniu władzy. Stan ten dotyczy obu stron i proszę mnie nie podejrzewać o „obiektywne dziennikarstwo”, po prostu tak to wygląda, jednak diabeł tkwi nie tylko w szczegółach, ale i w zamiarach.



share

Bywam przesądny, ale nie zamierzam się bawić w przesądy, chcę opisać rzeczywistość taką, jaka ona jest, bez marudzenia o pysze kroczącej przed upadkiem. W tej chwili po stronie największej partii opozycyjnej nie ma jednego polityka, który swoim potencjałem intelektualnym, nie mówiąc o moralnym, byłby wstanie się zbliżyć do polityków PiS z drugiego szeregu, na przykład Michała Dworczyka. O drugim Kaczyńskim, Dudzie albo Morawieckim nie mają co marzyć, a wybór Kidawy-Błońskiej ma tyle wspólnego z drugą Beatą Szydło, co piszący te słowa z czternastoletnią anorektyczką.

Strony