Kaczyński



share

A dlaczego nie? Niby dlaczego nie? Co w tym złego? To chyba naturalne i autentyczne. Naturalne i autentyczne, co więcej wskazane są emocje obywatela, który widzi co mu funduje organizm administracyjny zwany państwem polskim. Należy powstrzymać emocje i patrzeć chłodnym okiem na rzeczywistość. A co ja psycholog jestem, czy negocjator policyjny? Należy patrzeć na rzeczywistość tak jak nas rzeczywistość zalewa. Jeszcze raz będzie o Tusku i PZPN i wcale nie obiecuję, że to ostatni raz. Co najgorszego obywatelowi może zrobić państwo? Najgorsze co może zrobić państwo, to stanąć po stronie patologii, a zaraz po tym najgorszym, drugie najgorsze to państwo ulegające patologii. Kiedy obywatel widzi, że państwo staje po stronie patologii lub ulega patologii, to obywatel nie zachowuje spokoju i nie powstrzymuje emocji, bo by się obywatel udusił.



share

Bazę Pan Donald Tusk ma naprawdę dobrą, ale brak nadbudowy zaczyna powoli męczyć. Dotąd o regule rządzenia stanowiła zmienna sondaży, tym razem Master of Puppets, zląkł się sondaży i wysiłku związanego z podjęciem za bary wyników sondaży. Coś koło połowy Polaków krzyczało: ?Wykończyć mafię nawet za cenę Euro 2012?. Krzyczało przez kilka ładnych dni, a Pan Donald był i pozostał głuchy. Pisze o Panu Donaldzie nie o Panu Drzewieckim, ponieważ w tym teatrzyku nie marionetki są ważne, ale mistrz marionetek. Być może ktoś sobie krzywdząco o mnie pomyśli, że mściwość i zawziętość odbiera mi rozum, wszak bez Euro 2012 to nic tylko nam się udać do lasu i podzielić los starych Indianek. Bez Euro nie zobaczymy w Polsce drogi i stadionu, i niczym barejowskiemu grubaskowi, tatuś będzie nam przywoływał palcem dawnych wspomnień czar: ?Patrz synku tak wygląda baleron, ludzie się takimi frykasami obżerali zanim Pan Tusk wprowadził chaos i odebrał nam Euro?.



share

Przychodzi baba do apteki... tak, wiem, zaczyna się jak dowcip z brodą dłuższą niż u Świętego Mikołaja. A nawet niż u Santa Clausa z reklamy Coca-Coli. Ale cóż począć, czasem się babom zdarza zachorzeć. Przychodzi więc baba do apteki i prosi o coś na chorobę prezydencką. Pigularz, myśląc mało-wiele, czym prędzej podaje jakąś smectę, stoperan, czy co tam daje się babom cierpiącym z powodu rozwolnienia, baba uszczęśliwiona - i w tym momencie włącza się kolejny pacjent ze stojącego przed okienkiem ogonka:
- Panie magister, ale ja to bym uważał. Ona już sama nie wie czego chce.
- ???
- Bedzie ze trzy lata, jak tak samo prosiła o alkaprim dla Józka, kiej se popił.
Kolejka w śmiech, aptekarz walczy o utrzymanie zawodowej powagi, i widać że przegrywa, baba czerwona niczym świeżo ugotowany rak, dzień jak codzień w małej apteczce na zadupiu...

Strony